niedziela, 29 lipca 2018

Pachnie

świeżością, powietrzem, wiatrem i słońcem... pościel.
Można sobie tylko życzyć pięknych snów.

piątek, 27 lipca 2018

Wczorajszy dzień

zakończyłam na balkonie z butelką zimnego limonkowego Breezer`a w ręku.
Szampan wyszedł wcześniej ;-)
Upalna była ta noc.
Mogłabym spać na zewnątrz.
Ale to może dzisiaj. Lepsze warunki. Wygodniej.
Chyba, że deszcz lub burza przeszkodzą.

Dzisiejszej nocy miejsce w moim łóżku zajął pies. Wrócił z wakacji.
Uświadomiłam sobie, że to koniec laby.
Dziś wieczorem Laura wraca z obozu.
Od dzisiaj znów jestem (tylko) mamą.
Pikantne gadżety schowałam głęboko w szufladzie.
Paznokcie nie mają już koloru żywej czerwieni, ale cielistego różu.
Nie odpuściłam tylko krótkim szortom. Jest za gorąco.
I nogi mają zbyt ładny odcień brązu.

Demon seksu zasypia.
Siniaki poznikały, a razem z nimi...

Półmetek wakacji. Urlop przede mną :-)
Są jeszcze weekendy.
Kraków na pewno.
Może Toruń... ?

czwartek, 26 lipca 2018

Zamieniłam

kwiaty w wazonie na imieninowy bukiet różowo-seledynowych róż.
Piję kawę.
Na szampana będzie czas później.
I tyle...

niedziela, 22 lipca 2018

Mów mi Pani Grey....

Po szalonej, upojnej nocy sprzed kilku dni zostało mi parę siniaków.
Dostałam to, czego chciałam. Jak zawsze...
No może prawie wszystko, bo czasu za mało na jednorazową realizację wszystkich fantazji i potrzeb. Obustronnych.


Poza śladami na ciele zostało mi też wrażenie kilku skradzionych godzin.
Nie wnikam komu i dlaczego.
Na swój własny użytek mam na ten temat pewną teorię.
I czuję coś na kształt... nieważne.
Wyrzutów sumienia brak.
Przecież to nie pierwszy raz. I nigdy ich tak naprawdę nie miałam.

Nauczona życiowym doświadczeniem nawet, jeśli (mówię, że...) KOCHAM to już nie ufam i nie wierzę na 100%. Nawet sobie.
Słowa... pisane, czy mówione są tylko słowami.
Cała reszta wydaje się być jednym wielkim przedstawieniem.
Jego zakończenie jednak budzi ciemną stronę mnie.
Za kilka dni te myśli pewnie znikną, schowane głęboko, ale do tego czasu... są złe, bardzo złe.
Powstrzymuję się od jakichkolwiek działań, bo konsekwencje trudno jest przewidzieć.
Nieważne.
Przejdzie, bo zawsze przechodzi.

*****
Ciągle jeszcze mam klucze do domu w lesie.
Korzystam z jego gościnności, kiedy tylko mam na to ochotę i taką potrzebę,
Gościnności miejsca, nie właściciela....
Wiedziona dziwnym przeczuciem po prostu tu przyjechałam. Przecież ewentualny powrót do miasta zająłby mi najwyżej godzinę.
Nie było takiej potrzeby... czy spodziewałam się czegoś innego?
I tak spędziłam weekend głownie na czytaniu.
I odrabianiu zaległości filmowych, choć w tym byłam jakaś taka monotematyczna - ale już mam naprawdę dość. Czuję się zaspokojona ;-)
Oraz błądzeniu myślami nie wiadomo gdzie.
A wzrokiem po zielonej ścianie lasu.


W towarzystwie prosecco i różowego wina - w rozsądnych ilościach - idealnych - nie boli mnie ani ciało, ani dusza. I o to właśnie chodziło. Przecież mogło boleć i jedno, i drugie.
Wrócę jutro rano, prosto do pracy.
A może i nie...

*****
Pojeździłabym na nartach.