środa, 26 grudnia 2018

Najlepsze Święta

Prawie idealne.
Rano kubek gorącej kawy i słodki sernik krakowski.
Widok z okna na pusty las. Tylko śniegu brakuje.
Wieczorem ciepły kocyk, coś do czytania i kieliszek wina.
Pachnąca choinka.
Sporadycznie brzęczący telefon.
Święty spokój.

piątek, 30 listopada 2018

List do Mikolaja

Nooo... trzeci plecak w sezonie, drugi iPhone i nie wiem która już przytulanka.
I tak skromnie jak na jej możliwości (oczekiwania).
Młyn pod Mariaszkiem. Zamknięty, ale dziś gdzieś w necie rzuciła mi się w oczy oferta cateringu wigilijnego. Kusi mnie ten śledź... tak bardzo mnie kusi, że 200 km nie jest przeszkodą (a może wysyłają???).
No tak, Święta... w  galeriach juz świąteczne dekoracje i zapachy.
Ładnie i lubię.
W mojej ulubionej nie ma tłoku, jest gdzie zaparkować. 
Plany świąteczne jednak mam(y) wyjazdowe.
Dwie alternatywy.
Jeszcze nie zdecydowałam.

czwartek, 29 listopada 2018

Zweryfikowalam oczekiwania

Zestawiłam z realiami.
Bilans na minus.

Porady (na zdrady) i poradniki

Życie.
Nic nie wygląda tak, jakby się wydawało, że wyglądać powinno.
Czy tak powinno wyglądać jak mówią i piszą?
Nie sądzę. A nawet wiem, jestem pewna.
Dotarło do mnie, że jestem tylko... i to się nie zmieni, bo zmienić się nie może.
Bo do tego trzeba... odwagi? samozaparcia? determinacji? pewności? rezygnacji? wreszcie chęci przede wszystkim...?
Teraz pytanie, czy chcę tak?
Odpowiedź jest banalnie prosta.
Jestem dużą dziewczynką, może płakać nie będę (zbyt długo).
Dużo tych znaków zapytania...

niedziela, 25 listopada 2018

niedziela, 18 listopada 2018

Rano

wszystko wygląda inaczej.
Zwykle jest jednak za późno.
Wiem, że nadchodzi ciężki czas.
Zapadam w zimowy sen.
A gdyby już nigdy się nie obudzić... ?

Home, sweet home

Domowo.
Z kocykiem w zimowe wzorki.
Kubkiem herbaty z cytryną.
Psem zwiniętym w kłębek.
Spokojnie.
I refleksyjne.
Patrzę tylko.
Obserwuję jakby przez szybę.
W końcu źle to wszystko na mnie działa.
Więc STOP.
Nie pasuję do nich.
Nie moja bajka.
I już nawet... no właśnie...
Mam swój własny świat. Inny.
Najbardziej odpowiedni.
Bez zbędnych słów.
Niepotrzebnych deklaracji.
Zawiedzionych nadziei.
Zbędnych oczekiwań.
Drzwi otwarte dla tych, co chcą tak na prawdę...
Bo nie lubię przeciągów.

wtorek, 13 listopada 2018

niedziela, 4 listopada 2018

Zrobiłam

srilion badań i prawdę mówiąc jestem trochę zaskoczona. Nawet nie wiem czy pozytywnie czy raczej nie.
Myślałam, że wyniki rozjaśnią pewną kwestię, ale to chyba była błędna teoria.
Fatalnie, bo sprawy nie da się załatwić jakimiś tam tabletkami. Tak byłoby najprościej.
Z badań podstawowych zostało mi do zrobienia EKG.
A potem muszę chyba ogarnąć  przynajmniej jednego specjalistę.
Znów się trochę pogubilam, zakręciłam, zaplątałam.... wyglupilam???

środa, 24 października 2018

Z niecierpliwością

czekam na dostawę kominka.
Sezon na kocyk i ciepełko właśnie się zaczął.
A w niedalekiej perspektywie weekend bez dziecka...
Zaraz Halloween
🎃🎃🎃🎃
Potem można już zacząć myśleć o świątecznych jarnarkach.
Może w tym roku gdzieś alej się wybierzemy...? Fajnie by było.
🎄🌲🎄🌲

czwartek, 18 października 2018

Spotkanie po latach

Za tydzień.
Z moją licealną klasą. I znajomymi z równoległych.
Blisko 30 lat po maturze.
Widzieliśmy się chyba z 15 lat temu. Oczywiście z kilkoma osobami mam prawie stały kontakt, bo Londyn, wakacje we Wladku, poza tym FB.
Generalnie miała być babska kawa, a wyszło konkretne spotkanie. I plany na rocznicę matury w maju :-)
Można się zacząć bać, bo towarzystwo mocno rozrywkowe od zawsze.... naszej imprezy po zdanej maturze to raczej wolimy nie pamiętać... bawiło się chyba pół osiedla, a reszta dzielnicy nas słyszała ;-).
Dobrze, że nie miałam tam wtedy żadnych zawirowań uczuciowych, bo to nigdy nic nie wiadomo, ludziom na "starość" odbija i robią głupoty.
A "odgrzewane kotlety" generalnie zdrowe nie są i szkodzą... choć na szczęście nie zawsze i nie wszystkie... ;-) ♡♡♡

niedziela, 7 października 2018

Od zawsze

wiedziałam, że macierzyństwo nie jest dla mnie.
I o ile ciąża, mimo ogólnej sytuacji, to był okres  prawie jak z magazynu o celebrytach, tak z upływem czasu jest coraz gorzej.
Wiem, wiem... nie wypada tak mówić, myśleć nawet.
G...no prawda!

sobota, 6 października 2018

piątek, 5 października 2018

czwartek, 4 października 2018

Do przemyślenia

Podwyżka z trzema zerami paradoksalnie tylko komplikuje i tak trudną sytuację.
I podjęcie ostatecznej decyzji.
Może inaczej - wpływa na termin jej podjęcia.
Pieniądze są potrzebne, niestety dają szczęście (na moment krótszy lub dłuższy) i pomagają spełniać marzenia. Nie wszystkie oczywiście, za to nie tylko swoje własne.
Tylko czasem człowiek stoi już pod ścianą i żadne pieniądze nic nie zmienią. Te osiągalne realnie oczywiście. Bo zawsze istnieje suma, która jest w stanie załatwić wszystko. No może prawie, z nielicznymi wyjątkami.
No więc nie jest wesoło.
Z jednej strony wizja teoretycznie szybszej możliwości ewakuacji  gdzieś w spokojne miejsce, a z drugiej "Nie mam siły, chęci, chcę uciekać teraz, zaraz, natychmiast, mam dość i ani chwili dłużej".
I znów stanąłem w rozkroku i za cholerę nie wiem, co robić?

sobota, 22 września 2018

Taki poranek


Niespodziewanie trafił mi się luksus w postaci części weekendu bez dziecka. 
Więc korzystam na całego. 
I już mnie nie ma. 
A że zaczął się sezon na chłodne wieczory, kocyki, książki,  świece i wino to lepszej miejscówki niż ta pustelnia nie ma.

***
Stek bzdur, butelka kłamstw, na pamięć znam...

wtorek, 11 września 2018

Zbieram się, i zbieram...

żeby nadrobić zaległości, ale nic jakoś z tego nie wychodzi.
Znów gonitwa i ciągły deficyt czasu.
Czyli norma.
Wracamy do starych nawyków i złych przyzwyczajeń.
A było tak cudownie... no prawie, bo...

Urlop aktywny okazał się tylko z nazwy. Znów norma. Raz czy dwa zagościłam na plaży wczesnym rankiem (miało być codziennie) i kilka razy wieczorem.
Może jednak tak zupełnie tragicznie nie było, bo jednak kilka krótszych (2 km w jedną stronę) spacerów plażą zostało zaliczonych. Plus jeden długi - tradycyjnie do Jastrzębiej Góry.
Znów odpuściłam Dębki. Chyba dostatecznie motywującego towarzystwa mi zabrakło na te 9 km.
No to może za rok...?
Kulinarnie jestem za to spełniona.
Ryby w ilościach hurtowych (szkoda, że ceny detaliczne), różne, byleby z morza, pod każdą postacią, codziennie bez wyjątku, albo i dwa razy dziennie. Miałam wrażenie, że jeszcze kilka dni, a wyrosną mi płetwy jak nic.
No i wino, wino, wino... wykupiłam chyba całe różowe ze wszystkich okolicznych sklepów. I prosecco.
No i ulubione miejsce w tym roku 5`ta klepka - moje klimaty :-))



Pogoda w sumie dopisała. Woda była ciepła (jak na Bałtyk). Atmosfera świetna. Luz kompletny. Nawet malować się nie musiałam, bo rzęsy załatwiały wszystko ;-)
Odpoczęłam, zregenerowałam się, złapałam dystans. Urlop oczywiście był za krótki, bo powinnam wziąć urlop od wszystkiego i na zawsze, a przynajmniej na bardzo, bardzo długo.
Pewna kwestia mąciła mi myśli, ale do tego przywykłam. Choć akurat jakoś szczególnie brakowało mi... no tak, było inaczej niż przez ostatnie tygodnie, pewnie dlatego.

Możliwie długo przeciągnęłam powrót do Warszawy, do ostatniego możliwego dnia, do wieczora 2 września. Walizki rozpakowałam dopiero w tę sobotę.
Nikt nie lubi wracać do kieratu.
Tym bardziej, że na miejscu zmiany i to duże.
Czwarta klasa Laury to już nie przelewki. Nauka w szkole na zmiany (gdzie lekcje trwają czasem od godziny 15 do prawie 19, a następnego dnia np. od 8 rano) nie wchodziła w ogóle w grę ze względów organizacyjnych więc, pomimo wcześniejszych planów, jest jak jest - czyli do dupy z mojego punktu widzenia, bo nie mieszkam u siebie tylko znów będę krążyć i kombinować, jak tu nie zwariować przez kolejny rok.
Uświadomiłam też sobie, że pod znakiem zapytania w tym roku stanie zapewne nasz wyjazd na narty poza terminem ferii szkolnych. Yyyyy... tłum ludzi i kolejka na stoku - ta wizja mnie przeraża.
Szukam pozytywów.
Pierwszy tydzień to sprawy organizacyjne, niekończące się zakupy szkolne (brrrr...), organizacja pozalekcyjnych zajęć dodatkowych (już ogarnięte). i sprzątanie, sprzątanie, sprzątanie (i pranie).
Zapomniałam o chodzeniu do pracy.
Efekt - jakieś osłabienie, lekka infekcja, i po efektach dwutygodniowego odpoczynku ;-(
Czy tylko ja tak mam?
Ale skupmy się na pozytywach.
Mieszkania wysprzątane. Dzieciak ogarnięty. Jest chwila oddechu (przynajmniej teoretycznie). No bo został jeszcze psi fryzjer, mój fryzjer i jakaś wizyta u lekarza.
Chyba można pomyśleć o jakimś dalszym weekendowym wypadzie. Laura ma ochotę na Kraków/Wrocław, ja bardziej Toruń lub Gdańsk. Sprawdzę prognozy pogodowe i coś zdecyduję.
W sumie to wszystko jedno, byleby pociąg tam dojeżdżał a podróż nie trwała cały dzień.

Wraca sprawa kominka. Nie zrealizowałam tego pomysłu rok temu, ale teraz nie mam zamiaru odpuszczać. Dylemat mam. Czy zadowolić się samym portalem kominkowym czy jednak iść dalej w stronę biokominka? Już sama nie wiem. Jak zwykle...





Sprawa do przemyślenia, ale też szybkiej decyzji, żeby się wyrobić przed sezonem książkowo-kocykowym.
A poza tym... hmmm... hmmm... hmmm... ;-)

poniedziałek, 10 września 2018

piątek, 10 sierpnia 2018

Burza miała byc

I deszcz.
Nic z tego.
Gorąco. Parno. Upalnie.
Kanapa na tarasie do rana. Jedyne wyjście.
Odgłosy nocy.
Upilam się jednym kieliszkiem białego wina....

niedziela, 29 lipca 2018

Pachnie

świeżością, powietrzem, wiatrem i słońcem... pościel.
Można sobie tylko życzyć pięknych snów.

piątek, 27 lipca 2018

Wczorajszy dzień

zakończyłam na balkonie z butelką zimnego limonkowego Breezer`a w ręku.
Szampan wyszedł wcześniej ;-)
Upalna była ta noc.
Mogłabym spać na zewnątrz.
Ale to może dzisiaj. Lepsze warunki. Wygodniej.
Chyba, że deszcz lub burza przeszkodzą.

Dzisiejszej nocy miejsce w moim łóżku zajął pies. Wrócił z wakacji.
Uświadomiłam sobie, że to koniec laby.
Dziś wieczorem Laura wraca z obozu.
Od dzisiaj znów jestem (tylko) mamą.
Pikantne gadżety schowałam głęboko w szufladzie.
Paznokcie nie mają już koloru żywej czerwieni, ale cielistego różu.
Nie odpuściłam tylko krótkim szortom. Jest za gorąco.
I nogi mają zbyt ładny odcień brązu.

Demon seksu zasypia.
Siniaki poznikały, a razem z nimi...

Półmetek wakacji. Urlop przede mną :-)
Są jeszcze weekendy.
Kraków na pewno.
Może Toruń... ?

czwartek, 26 lipca 2018

Zamieniłam

kwiaty w wazonie na imieninowy bukiet różowo-seledynowych róż.
Piję kawę.
Na szampana będzie czas później.
I tyle...

niedziela, 22 lipca 2018

Mów mi Pani Grey....

Po szalonej, upojnej nocy sprzed kilku dni zostało mi parę siniaków.
Dostałam to, czego chciałam. Jak zawsze...
No może prawie wszystko, bo czasu za mało na jednorazową realizację wszystkich fantazji i potrzeb. Obustronnych.


Poza śladami na ciele zostało mi też wrażenie kilku skradzionych godzin.
Nie wnikam komu i dlaczego.
Na swój własny użytek mam na ten temat pewną teorię.
I czuję coś na kształt... nieważne.
Wyrzutów sumienia brak.
Przecież to nie pierwszy raz. I nigdy ich tak naprawdę nie miałam.

Nauczona życiowym doświadczeniem nawet, jeśli (mówię, że...) KOCHAM to już nie ufam i nie wierzę na 100%. Nawet sobie.
Słowa... pisane, czy mówione są tylko słowami.
Cała reszta wydaje się być jednym wielkim przedstawieniem.
Jego zakończenie jednak budzi ciemną stronę mnie.
Za kilka dni te myśli pewnie znikną, schowane głęboko, ale do tego czasu... są złe, bardzo złe.
Powstrzymuję się od jakichkolwiek działań, bo konsekwencje trudno jest przewidzieć.
Nieważne.
Przejdzie, bo zawsze przechodzi.

*****
Ciągle jeszcze mam klucze do domu w lesie.
Korzystam z jego gościnności, kiedy tylko mam na to ochotę i taką potrzebę,
Gościnności miejsca, nie właściciela....
Wiedziona dziwnym przeczuciem po prostu tu przyjechałam. Przecież ewentualny powrót do miasta zająłby mi najwyżej godzinę.
Nie było takiej potrzeby... czy spodziewałam się czegoś innego?
I tak spędziłam weekend głownie na czytaniu.
I odrabianiu zaległości filmowych, choć w tym byłam jakaś taka monotematyczna - ale już mam naprawdę dość. Czuję się zaspokojona ;-)
Oraz błądzeniu myślami nie wiadomo gdzie.
A wzrokiem po zielonej ścianie lasu.


W towarzystwie prosecco i różowego wina - w rozsądnych ilościach - idealnych - nie boli mnie ani ciało, ani dusza. I o to właśnie chodziło. Przecież mogło boleć i jedno, i drugie.
Wrócę jutro rano, prosto do pracy.
A może i nie...

*****
Pojeździłabym na nartach.

piątek, 29 czerwca 2018

środa, 27 czerwca 2018

Granatowe

bikini w białe kropeczki pasuje prawie idealnie.
Czekam niecierpliwie...
Na razie spania ciąg dalszy.

wtorek, 26 czerwca 2018

piątek, 22 czerwca 2018

Francuskie perfumy

Przypuszczenie pomieszane z pewnością... że generalnie jest coś na rzeczy.
Ale nie chce mi się o tym myśleć.
Nawet jeśli jest "po ptakach" to odpuszczam (sobie) i tyle.
Moje własne życie jest wystarczająco skomplikowane.
Przez ostatnie lata i tak przybyło mi więcej zmarszczek niż powinno... czasu nie cofnę, ale mogę zadbać o jakość tego, co przede mną.
Choć ciężko mi to ostatnio idzie.
Zrobiłam jednak pierwszy krok w tym kierunku - pracuję nad koncentracją. Efekty - mam nadzieję - za kilka tygodni.

niedziela, 3 czerwca 2018

Długie weekendy

też bywają męczące.
Więc odpoczywam po czterech dniach odpoczynku.
To był totalny wiejski luz. Słońce. Deszcz i burza. Kurz na polnej drodze. I błotnisty brzeg rzeki. Spacery. Lody na patyku. Brak makijażu. Włosy w nieładzie. I tak dalej...
A z "luksusu" to tylko wieczory/noce na tarasie ;-) Złoto w kieliszku i pachnące truskawki.


A teraz już tylko leżę i pachnę. Perfekcyjny lakier na paznokciach w kolorze soczystej czerwieni. Ciało pachnące kokosem. I Si. Zimne różowe wino w kieliszku. Blask świec i kwiaty w wazonie.
Gotowa na nadchodzący tydzień. No może bez przesady... bo aby do... kolejnego weekendu? (może tym razem niekoniecznie?).


Tydzień zapowiadał się luźno. A wyszło jak zwykle.
M. utknęła w Kanadzie, bo odwołali jej piątkowy lot, a kolejne wolne miejsca ma na wtorek wieczór. Trudno, jakoś się to ogarnie nie rezygnując że swoich planów.

****
Nie znoszę kłamstwa. Drażni mnie strasznie mijanie się z prawdą lub przemilczanie pewnych kwestii, brak szczerości.
Rozstania i powroty.
Znów...  #@%&*?

Czy trudno

pomylić miłość z... no właśnie z czym?

czwartek, 31 maja 2018

Zachwycenie

Wspaniały wieczór.
Jest tak obłędnie ciepło.
Pachnące truskawki i chłodne prosecco.
Blask świecy.
I ta cisza! Chociaż nie... odgłosy nocy raczej.
Czas na spokojne zebranie myśli. Bez pośpiechu.
Ale ja się ich boję.
Dziś taka refleksja, że fajnie jest budować coś wspólnie, od początku, od zera. To wiąże. Solidny fundament.
A ja... przychodzę na gotowe, spijam śmietankę, a potem mnie mdli.
Tak bardzo się boję, że...

piątek, 18 maja 2018

Klatka

Z przyzwyczajeń.
Nawyków.
Finansów.
Zależności.
Zachowań.
Stylu pracy.
Miejsc.
Klatka z uczuć.
Nie widzę perspektyw.
Ani pozytywów.
Jutro wolna sobota.
Luksus spędzenia jej wyłącznie samej ze sobą.
Zrobić generalne porządki czy się upić?
Może przespać.
Byle nie myśleć.
Przeczekać aż stres odpuści.
Pytanie czy doczekam...?!
Na plus wyłącznie to, że juz wakacje zaplanowane.
Obóz językowy Laury w lipcu (to dla mnie 2 tygodnie względnego spokoju w domu).
I wyjazd nad morze na koniec sierpnia. Plus weekendowe atrakcje.

czwartek, 17 maja 2018

Jeszcze nie wyparowało

Ale paruje.
Powoli.
Systematycznie.
To chyba proces.
Tak bym to ujęła.
Do lata pewnie nie będzie po tym śladu.
Może tylko wspomnienie...?
Tak łatwo zabić to, co ulotne, nienamacalne, kruche... palcem po wodzie...