poniedziałek, 30 listopada 2015

Należał mi się

Taki weekend.
Leniwy. Spokojny. Bez myślenia o niczym konkretnym.
No może poza wstępnym planowaniem okresu świątecznego i wypadem na basen z Laurą, co w przypadku weekendowej wyprowadzki za miasto robi się jednak małą wyprawą - ale lekcje opłacone do końca roku, nie ma zmiłuj; poza tym ona to lubi.
Weekend z kominkiem, z winem i wyglądaniem przez okno, żeby popatrzeć na późnojesienny las.
Jest pięknie, choć mokro.
A poza tym... lubię, kiedy już jesteś, kiedy wracasz na dłużej, na stałe.
W perspektywie kilkanaście takich weekendów :-)

poniedziałek, 9 listopada 2015

Dawno

nie byłam tak chora.
W piątek w pracy dobre pół godziny siedziałam trzymając się biurka i bojąc się zrobić najmniejszego ruchu głową. Miałam takie zawroty i mdłości, że szok. Mało brakowało a  skończyłoby się pogotowiem.
Dziś już lepiej. I oby tak dalej. Ale prawa zatoka wyraźnie gorsza.
A jeszcze jakąś alergia się przeplątała. Zero pojęcia co to może być? Po jednej tabletce Zyrtec przespałam noc i cały dzień...
Także narazie to jakbym nie żyła.

niedziela, 1 listopada 2015

Weekend spędziłyśmy

w domu.
W łóżku konkretniej. L chora od tygodnia. Skończyło się antybiotykiem. Chyba pomaga. Mnie łapie coś od wczoraj. Niestety na więcej wolnego nie bardzo mogę  sobie pozwolić.
Tak że były filmy, puzzle, gry i  nadrabianie szkolnych zaległości.
Szkoda, bo pogoda piękna. I umknęła nam wyjątkową atmosfera listopadowego święta.