niedziela, 30 listopada 2014

Andrzejki

Fajny weekend jednak.
Psycholog to temat na oddzielnego posta, więc może innym razem.
A poza tym... był teren zaliczony samochodami i spontaniczna impreza niby-andrzejkowa. Zebrało się trochę znajomych i tak jakoś wyszło :-)
I noc... za krótka... jak zwykle.
Poranek trochę ciężki, ale mróz nie zepsuł nam spaceru po lesie.
Chyba wszyscy zadowoleni :-) :-) :-)

sobota, 29 listopada 2014

czwartek, 27 listopada 2014

Pod górkę

Wszystko.
No może tylko dużo. Jak dla mnie - za dużo!

Blog skończył 11 lat. Nastolatek. Zapomniałam. Dopiero, jak przeczytałam posta u Alicji, to mnie oświeciło.

Tapeta, którą wybrałam ma 53 cm szerokości. Niby standard. Ale ściana ma 78 cm. Trzeba ciąć, sztukować, dopasowywać wzór. Taaaa.... a miało być tak pięknie, prosto i szybko.
Psycholog w sobotę rano. Trzeba będzie się wyspowiadać ze swojego życia. I nie tylko. Więc trzeba będzie opowiedzieć o swoich domysłach i przypuszczeniach. No dobrze, w słusznym celu - trzeba pomóc dziecku. Ale weekend muszę skrócić i się ogarnąć.

Jestem w trójce klasowej (w przedszkolu była rada rodziców). Nikt się nie chciał zgłosić, a przecież trzeba tym dzieciakom jakoś zorganizować fajne funkcjonowanie w szkole, więc... no dobrze, wspólna inicjatywa z dwoma koleżankami, tylko kiedy ja znajdę na to czas?
Pozytyw z tego taki, że jednak więcej zajęć = mniej myślenia. No! - właśnie dziś mam zakupić pisaki cukrowe, bo dzieciaki będą jutro ozdabiać pierniki na choinkę.

A przy okazji: w teście gotowości szkolnej Laura zdobyła najwięcej punków w całej klasie - 57/65.
Braki ma w samoobsłudze (kłania się wyręczanie dziecka we wszystkim, bo ciągle brak na coś czasu), utrzymaniu równowagi (a balet???), utrzymaniu porządku, orientacji na kartce papieru i rozróżnianiu stron prawa/lewa. Pozostała część klasy miała poniżej 50 pkt. No tak - mam inteligentne leniwe dziecko. Żeby jeszcze to dziecko było ciut bardziej posłuszne i mniej wybuchowe. Umiało się choć trochę opanować i nie wszczynało karczemnej awantury o byle pierdołę. To obyłoby się bez psychologa. No ale, po kimś się pewne cechy dziedziczy....

No właśnie z tematów powiązanych wraca temat taty. Podpytuje o niego ostatnio dość często, dlaczego tak długo nie przyjeżdża, mówi, że musi zadzwonić (dzwoń kochanie, i tak nie odbierze...)Dobrze, że nie drąży jakoś głęboko, ale też nie mogę jej zbywać milczeniem, bo widzę, że sprawa ją zaczyna żywo interesować (a mieliście ślub?, czy tata ma żonę...?), a zaraz wyjdzie temat rodzeństwa, o którym jeszcze nie miałam okazji jej powiedzieć - i chyba po prostu wspomnę mimo woli przy takiej rozmowie, żeby zaczęła się oswajać z tematem).
To wszystko oczywiście jest wpływ szkoły, bo: Czarek nie mieszka z mamą, tylko z wujkiem - bo mama nie umie się nim zajmować; Zosia ma inne nazwisko niż jej mama, ja też - dlaczego?; Maja widuje się z tatą tylko w weekendy....itd., itd. Mają dzieci tematy do rozmów! - życie jednym słowem.

A w życiu obecne są różne sprawy. Np. seks i narkotyki.
Sprawa narkotyków została poruszona w szkole - były spotkania z policją i strażą miejską; co dzieci powinny robić jeżeli zauważą podejrzane sytuacje lub nieznajome osoby, komu o tym powiedzieć, jak się zachować.
A seks? Tu podejrzewam TV.
- Mamo, a jedna 15-latka uprawiała ze swoim chłopakiem seks w łazience...
Dziecko bada wyraźnie moją reakcję.
- Tak? Kochanie, mówisz o czymś, a czy wiesz co to znaczy?
- Wiem, noooo.... całowali się.
Yyyyyyyyyy....
Matko dziecko, masz dopiero 6 lat - ja w twoim wieku... - nie, nic takiego nie powiedziałam. Bo co to da? Moja córka ma kolegów, w I i II klasie też. Chodzą razem na judo. Ona jest małą kokietką, więc ich zaczepia, a oni nie pozostają dłużni. Oblewanie się wodą czy chowanie ubrania to norma. A potem słyszę: proszę pani, a Laura to się Kubie podoba.
No! No comment.

No i gwóźdź programu (albo do trumny).
W tym roku zupełnie zapomniałam o Beaujolais Nouveau - przeszło bez echa!
Muszę kupić i nadrobić - tak do Bożego Narodzenia teoretycznie mam czas.

niedziela, 23 listopada 2014

Myślę, że...

ta tapeta będzie fajna...

Porządki

Nadarzyła się okazja w ten weekend. Mr X wyjechał, więc luźny czas.  Świetnie. Co prawda ledwo żyję, ale i generalne porządki mam z głowy. Zostało umycíe szafek w kuchni i glazury w łazience. I muszę zamówić pranie kanap i dywanu.
Drobiazg :-) Reszta ogarnięta, łącznie z balkonem. Dom już pachnie zimowymi aromatami - cynamonem, pomaranczą, wanilíą :-)
I dobrze, bo zaczyna się gorący czas. Zawody i egzamin z judo - to Laura. Psycholog - najpierw ja, potem ona, a później to nie wiem co i jak? No i przedświąteczne zakupy. Prezenty, dekoracje. A jeszcze mi się marzy jakaś fajna tapeta na jednej ścianie.
Odpoczywać też kiedyś trzeba.
Jak teraz... z kieliszkiem wina i myślami błądzącymi daleko...

poniedziałek, 17 listopada 2014

Jesienne przedpołudnie

Za kilka godzin trzeba wracać do rzeczywistości.
Ale na razie... hmmmm....(ponieważ nauczyłam się zbytnio tu nie uzewnętrzniać, co może dawać wrażenie "nic się nie dzieje i jest ogólnie nudno", szczególnie gdyby tak zacząć porównywać z tym co kiedyś... ale to dość mylne wrażenie na szczęście)... powiem tak: TAKA namiętność, leniwy seks, spełnienie... jest magicznie, i nic nie chcę zmieniać.
Wystawiam twarz na chłodny jesienny deszcz.
To wszystko w pakiecie jest lepsze niż najdroższe SPA.
Nie chce się wracać.

Mam nadzieję, że jutrzejsza sprawa w sądzie to będzie dla mnie tylko zwykła formalność.
Tym razem nie spędza mi ona snu z powiek.
Sąd powinien działać w interesie dziecka, ale nie wiem jak się odniesie do nieobecności uczestnika postępowania, który miałby najwięcej do powiedzenia w sprawie - czy wystarczą tylko informacje, które są wiarygodne, bo jest do nich oficjalny dostęp? Zobaczymy, czy uda się załatwić sprawy za pierwszym podejściem.

Przedłużyliśmy weekend

Do poniedziałkowego popołudnia. Herbata i sok z dzikich malin. Grzane wino z pomarańczami.
Jest słodko... ale dość rześko.
Śpimy pod kołdrą i dwoma kocami.

piątek, 14 listopada 2014

Wewnętrzny chłód

Ciekawe czy coś mnie bierze, czy to raczej moja osobliwa reakcja na to... wcale nie jestem pewna czy oby na pewno nieuniknione.
Wcześnie trochę, więc to raczej choroba chciałaby się do mnie dobrać. Z tym sobie poradzimy.
Jutro planujemy wypad do kina. Na: Siedmiu krasnoludków ratuje śpiącą królewnę.
A potem wyjazd za miasto i rodzinne spotkanie. Będzie wesoło :-) I na pewno baaaaardzo głośno.
Zostało kilka tygodni do świąt. Ależ ten czas leci. Jak zwykle go za mało. A niby sobie obiecałam, że w tym roku nie robię nic na ostatnią chwilę. Zobaczymy...
Jak sobie pomyślę, co powinnam zrobić.... wisi nade mną generalne sprzątanie mieszkania. Nawet lubię. Tylko jak Laura mi się plącze po domu to całe to zamieszanie trwa zbyt długo. A to z kolei mnie wkurza.
Dobra, nie ma co marudzić. Weekend się zaczyna, więc o poważnych sprawach pomyślę w poniedziałek.

Kronika wypadków (nie)miłosnych...

Zaskakujący bezruch. Totalny.
Zaciekawia mnie to. Trochę się niecierpliwię.
Ale wiem, że to pomoże wyciągnąć wnioski. I potwierdzi teorię.
Dziś krzyknęłam "sprawdzam". Z tym, że 100% pewności jeszcze nie mam. Kiedy skończą mi się pomysły na tłumaczenie takiej czy innej sytuacji?
I przyszło mi do głowy pytanie, czy strach ma aż tak WIELKIE OCZY?
Choć skłaniam się raczej ku opcji ZAKAZU Z ZEWNĄTRZ. Co oczywiście też ma związek ze strachem.
Jestem aż tak niebezpieczna? :-))

PS. Piszę skrótami, a potem łapię się ma tym, że nie mogę sobie przypomníeć o co dokładnie mi chodziło ;-)

wtorek, 11 listopada 2014

Mniam

Ostatnie rogale zniknęły dziś rano, razem z kawą pitą na tarasie :-)
To już chyba naprawdę ostatni raz.
Trochę jednak szkoda, że znów nie wybraliśmy się do Krakowa, bo na południu pogoda jednak była lepsza. Ale te cztery jesienne dni spędzone w lesie też miały niewątpliwy urok... nie wnikając w szczegóły ;-) I dzieciaki się wyszalały.
A Kraków przecież nam przecież nie ucieknie.

niedziela, 9 listopada 2014

W planach

Było i morze, i góry.
Zrezygnowaliśmy. Na rzecz domu w lesie. Bo pogoda niepewna. Dni krótkie. Powrót w korkach pewny.
A tak... jest ciepło, leniwie, romantycznie.
Trochę mokro, ale co tam.
Czekamy jeszcze na rogale świetomarcińskie. Będzie rozpusta ;-)

czwartek, 6 listopada 2014

O sobie samej

Diagnoza budująca nie jest.
Trochę czasu mi zajęło zdefiniowanie problemu.
Wiem co to jest. I widzę swoje zachowania i reakcje. Muszę nad tym pracować. Chronić Laure przed powielaniem schematu.

środa, 5 listopada 2014

Trzeba

Się jednak przeprosić z zielonymi kapsułkami. Spokój ponad wszystko.
Pogoda sprzyja. Jak tak dalej pójdzie to z gołych stóp zrezygnuje w grudniu.

wtorek, 4 listopada 2014

Boję się

samej siebie... swoich myśli i uczuć.
Chowam się w bezpiecznych ramionach, ale po cichu zadaję sobie pytanie, czy jestem aż tak głupia?

Kozi ser

Lubicie?
Ja uwielbiam! Miłość do koziego sera została mi.... noooo.... z poprzedniego życia ;-)
Lubię zwłaszcza twaróg na ostro: z cebulką, ziołami, rzodkiewką, pieprzem, solą.
I mam to szczęście, że kiedy spędzamy weekend w domu w lesie (czyli dość często) to mogę jeść do woli.
Sąsiad (taki dalszy) ma kozy. I koziego mleka pod dostatkiem.
Twaróg robimy sami. I o ile kozy nie nawcinają się jakiegoś paskudztwa jest po prostu obłędny :-)