wtorek, 28 stycznia 2014

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Spontaniczny Londyn*

N-ty raz, ale zupełnie inaczej niż za każdym poprzednim do tej pory.
Mrrrrr.... nie wierzę :-)
I ani słówka więcej....

czwartek, 23 stycznia 2014

Pogubiłam się

 Muszę zrobić porządki, bo przestałam łapać.
Te wszystkie konta i profile Google, z plusem, bez plusa.
O co biega? Nie wiem, gdzie są zdjęcia, a gdzie filmy.
A Blogger? Statystyki? Czy to powiązane czy oddzielnie.
Kompletnie przestałam ogarniać.
Ignorantka ze mnie.

środa, 22 stycznia 2014

Edwardzie...

Znalazłam!

Skelita Calaveras

Karnawał jest, tak?
Dziecko wybrało sobie przebranie na bal w przedszkolu. Już kupiony.
Taaa daaam!
Na razie zrezygnowałyśmy z peruki, bo choć naprawdę jest świetna, to jednak trochę za duża i za ciężka - raczej będzie przeszkadzać w zabawie.
A o zabawę bardziej chodzi niż o wrażenie (które i tak będzie).
Zapleciemy warkoczyki z pomarańczowymi nitkami, umalujemy czubek nosa na czarno, ewentualnie maska na oczy z imitacją makijażu, i będzie OK.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Prawa strona

Mojego ciała jest jakaś felerna.
Zagęszczenie tkanki w prawej piersi. Pod kontrolą.
Cztery operacje prawego oka.
Prawe kolano potrafi dać czadu - wysokie obcasy powinnam pożegnać.
A teraz węzeł chłonny (chyba) po prawej stronie szyji.
Boli od kilku dni, trochę długo, więc muszę iść do lekarza. Mam stracha, bo nie mam żadnej infekcji, zęby zrobione, świnkę i mononukleozę już miałam.
W głowie same głupie myśli. Efekt zbyt dużej jak na laika wiedzy medycznej.

niedziela, 19 stycznia 2014

W temacie

weekendu i zimy.
Pogoda naprawdę na kanapę i kocyk. I grzane wino oczywiście... ;-)
Dziś marznący deszcz i zimny wiatr skutecznie zniechęcił nas do dłuższego spaceru.
Ale ogólnie weekend jak najbardziej pozytywny i satysfakcjonujący.
A tak przy okazji. Na narty hto chyba do Suwałk. Jest śnieg i mróz. Na południu raczej na plusie.

piątek, 17 stycznia 2014

Mamy zimę!

Magiczny weekend więc aktualny :-)
O ile da się przebrnąć przez leśną drogę i nie utknąć w zaspach.
Dobra pogoda na trochę szaleństwa na dworze.
No i dobra pogoda na aromatyczne grzane wino wieczorem... goździki, cynamon, pomarańcze.
W niedzielę mamy w okolicy dodatkowe atrakcje - może się wybierzemy.

Jestem bardzo zdolna - cd.
Strój baletowy się nie znalazł. A teraz zginął aparat fotograficzny. Poręczny, kompaktowy Nikon. Extra. Fakt, nie lubiłam go za bardzo, bo jakość zdjęć pozostawiała wiele do życzenia, ale na jakieś wypady i spontaniczne zdjęcia był w sam raz (bo mały, lekki).
Jeszcze poszukam w samochodzie, a tak czy inaczej chyba muszę pomyśleć o nowym sprzęcie... i na pewno nie będzie to Nikon (kolejny już). Na razie pozostaje telefon i tablet, który w plenerze to nie bardzo jakoś się sprawdza.
Tydzień wcześniej coś stało się z kartą pamięci, niby zapełniona, ale zdjęć nie da się zczytać - dobrze, że w zasadzie wszystkie mam wrzucone na serwer. Jeszcze z nią powalczę.

A poza tym nic. Standard. Kubek ciepłej kawy i świece. Aby do wieczora :-)

czwartek, 16 stycznia 2014

Za szkłem

Późny wieczór, czasem już noc.
Stukam palcami w malutką klawiaturę: słowa, słowa, słowa… czasem jakiś obraz.
Po drugiej stronie ktoś w tym samym czasie przesuwa palcem po dotykowym ekranie: czyta, patrzy.
Ciekawość? Trochę zaskakująca.
Ranek nic nie zmienia.
Ściana ze szkła.

środa, 15 stycznia 2014

Matka zła

Nie potrafię znaleźć równowagi między zdrowym egoizmem a ilością uwagi jakiej wymaga dziecko. Jestem sama na siebie zła, że czasem bywam z nią tylko ciałem, a myśli uciekają gdzieś indziej.
U nas jak we włoskiej rodzinie: czasem głośno i bardzo emocjonalnie. Obie mamy wybuchowe charaktery i temperamentu nam nie brakuje. Czasem się kłócimy.
Więc dziś podczas afery o jakąś bzdurę usłyszałam od mojego dziecka, że za mało czasu z nią spędzam. Nie pierwszy raz zresztą...
Złość i żal. Jej i moja. I bez tego gnębiły  mnie wyrzuty sumienia. A teraz?
Naprawdę chciałabym, żeby było inaczej. Póki jest na tyle mała, że jeszcze chce takiego kontaktu. Potem już będzie za późno.

wtorek, 14 stycznia 2014

A propos baletu...


Gwiazda ;-)
Czarny łabędź czy raczej owca?
Oglądałam "Czekoladę" (n-ty raz) do późna w nocy - jestem nieprzytomna.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Kulturalnie

Kupiłam bilety. Do Teatru Palladium na Jezioro Łabędzie.
Na 2 lutego.


Laura zachwycona... będzie jak jej powiem.
Na razie - choć to średnio wychowawcze - stosuję mały szantaż: ma być w miarę (!!!) grzeczna i spokojna.
Do tej pory nie wymyśliłam innego sposobu na ten mały tajfun ;-)

Chcę

Kolejnego takiego weekendu... tylko może w zimowej scenerii dla odmiany :-)

piątek, 10 stycznia 2014

Nie chwal dnia przed zachodem...

A miało być tak pięknie przy piątku.... spokojnie, słodko.
Jest ogólny meksyk.
Na dodatek pogoda... plany weekendowe pewnie do poprawki, choć z dwóch leniwych wieczorów nie zrezygnuję za nic!

To i owo

Zakupy zrobione.
Nie udało się nic kupić w normalnym sklepie, więc skończyło się w sklepie baletowym przy księgarni muzycznej na ul. Moliera. Ceny masakryczne. Kostiumów, bo dobre baletki i tak tyl9ko tam można kupić. No ale... kto nie ma w głowie niech się trzyma za portfel.
Zimę zapowiadają. Jak zobaczę to uwierzę.
Trzeba poważnie zacząć myśleć o wyjeździe w góry. Wybrać miejsce, odpowiednie warunki lokalowe, czas. Szczyrk? Krynica? Polecacie coś?
Jutro luz w pracy. Tzn oby nie zapeszyć. Mamy w planach działania informatyczne na dużą skalę. Czyli pół dnia picia kawy i dyskusji na różne poważne tematy z F ;-)
Mam nadzieję, że da radę mimo złamanej ręki - świąteczne narty się kłaniają.
Popołudniu wizyta z Laurą u lekarza.
Ostatnio robiłyśmy badania i nie wyszły dobrze. Straszny bałagan w leukocytach. To pewnie ta ciągnąca się od początku grudnia infekcja, ale trzeba sprawdzić. Zapewne powtórzyć badania za jakiś czas. Dobrze, że dziecko nie boi się pobierania krwi.
No a potem już weekend.
Plan jest taki, że uciekamy za miasto na 2 dni. Może pogoda jeszcze dopisze, więc zaliczymy porządny spacer po lesie.
A ja osobiście marzę o wieczorze przy kominku, na kanapie, z kieliszkiem wina albo grzańcem. Plus może jakiś film. Należy mi się reset ;-)

czwartek, 9 stycznia 2014

Kronika wypadków (nie)miłosnych - cz. 9

Bingo!?

Wolność

Jeden telefon, który chyba wszystko ostatecznie wyjaśnił, choć w zupełnie pośredni sposób.
A może raczej tylko utwierdził mnie w dotychczasowych przekonaniach, przypuszczeniach. W słuszności założeń.
Cóż życie. Choć w pamięci mam ciągle dość ostre słowa i zarzekania się, że nie, nigdy więcej… itd. Czy ja zmieniłabym zdanie, gdybym miała jakikolwiek wybór?
Być może, na pewno bym się zastanawiała.
Więc może lepiej, że uniknęłam kolejnego dylematu, i to dość ciężkiego kalibru.
A życie z duszą na ramieniu, w ciągłej niepewności, albo nawet strachu… nie, dziękuję.
Nawet kosztem uniesień. Podrabianych zresztą.
Może to tylko ja jestem taka wrażliwa?
Choć wcale nie jestem pewna, bo uświadomiłam sobie bardzo ważną rzecz: NIE BOLI!
Oprócz realnej (mam nadzieję) szansy na pozytywne finanse dostałam także zielone światło na prywatną przyszłość.
Muszę tylko zrobić krok… i w końcu posprzątać w szafie ;-)

środa, 8 stycznia 2014

Mam talent

Zgubić w mieszkaniu strój baletowy dziecka. Ma się te zdolności!
Przeszukałam wszystko (chyba). Nie ma.
Diabeł nakrył ogonem, albo w ferworze ostatnich przedświątecznych porządków torebka z całym ekwipunkiem poleciała do śmieci. Extra!
Co prawda coś mi świta, że chowałam, bo była 2-tygodniowa przerwa w zajęciach, ale pewna nie jestem, a poza tym gdzie schowałam skoro nie ma???
No to jutro jedziemy na zakupy, po nowe baletki i sukienkę treningową.

Po drugiej stronie... lustra

Dziwne uczucie.
I pytanie o powody, intencje.
Dwóch dyplomów z analizy nikt nie dał mi za ładny uśmiech.
Jak widać przydaje się w wielu innych dziedzinach życia.

wtorek, 7 stycznia 2014

Impreza

Baaaardzo udana :-)
Zabawa do białego rana.
Pyszne jedzenie. Dobry alkohol. Fajna muzyka. Tort o północy. Z fajerwerkami!
Doborowe towarzystwo. Z niektórymi osobami nie widziałam się kilka dobrych lat.
O niektórych nie wiedziałam, że w ogóle ich znam. Pamięć bywa zawodna, szczególnie jeśli chodzi o epizody. O dziwo, mnie wszyscy pamiętają doskonale. Świetnie! Rozmowy i wspomnienia imprez sprzed lat...
Fajna impreza, choć bez ekscesów. Wypiłam raptem trzy kieliszki białego wina przez cały ten czas. Fakt, były całkiem spore. Dorosłam? Powiedzmy, że szaleję teraz w nieco innych okolicznościach ;-)
Fajne są takie spotkania. Okazja, żeby wskoczyć w nieco bardziej eleganckie opakowanie.
Jeżeli chodzi o marabuta to ma się dobrze. Niezmiennie robi wrażenie ;-)

sobota, 4 stycznia 2014

Pióra z marabuta

Czarną kurtkę z piór marabuta wyjęłam z dna szafy. Wytrzepałam na balkonie.
Nie miałam jej na sobie prawie dokładnie 6 lat.
Czekała cierpliwie na godną uwagi imprezę ;-)
Mogłabym nie zakładać nic więcej... no może oprócz koronkowej bielizny, pończoch, szpilek i biżuterii z kolorowymi kamykami. I oczywiście La vie est belle. Ten zapach mógłby służyć za ubranie.
Dodam jednak małą czarną.
Ta knajpka jest dość "elegancka", więc trzymajmy fason przynajmniej na początku.
Bo jak się skończy mniej więcej można przewidzieć.
Może nie w mojej sypialni.... ;-)
Pora spać, żeby jutro bardziej przypominać milion (może być złotych) niż zombie.