sobota, 30 listopada 2013

Flirt

mam jednak we krwi :-)
A potem?
Na "Chciałabym cię poczuć w..." złapie się chyba każdy.
Ale to już dalszy etap. Dla wybranych.
Było ich zaledwie dwóch. Obu na tyle odważnych, a może tak pewnych siebie, by pocałować mnie w usta na pierwsze, jeszcze niewinne pożegnanie.
Spełniona obietnica. Ogień!

piątek, 29 listopada 2013

10 mniej

Ratuje życie. Zwolnij.

Ta kampania do mnie przemawia. Jak rzadko która.
Przypominam sobie o niej, kiedy zbyt mocno naciskam pedał gazu.
Po mieście zwykle jeżdżę sprawnie, ale i dość szybko.
Ale ostatnio, poruszając się mniejszymi ulicami staram się nie przekraczać 50 km/h.
***
Znów przyciągam spojrzenia. Jak kiedyś.
Brakowało mi tego, teraz dopiero widzę jak bardzo.
Ten rodzaj dzikiej satysfakcji, którego dawno nie czułam. Jakbym latała 10 cm nad ziemią.
Zagłuszam nią myśl, o tym co jest kłującą zadrą...

Nie dało rady

Bez antybiotyku.
Niby już było trochę lepiej, temperatura "tylko" ok. 38 st. A dziś nagle ponad 39 st. Za długo to wszystko już trwa, więc zdecydowałam się na antybiotyk. A jutro i tak mamy się pokazać lekarzowi.
Niestety nie uda się wyjechać na weekend. Plany były całkiem fajne. Odbijemy to sobie, może już za tydzień?

Uzupełniłam kosmetyczne zapasy. Kremy do twarzy Eveline lepiej działają na moja skórę niż cuda za 300 PLN. Sprawdziłam nie raz. Teraz testuję złoto i diamenty. A w sobotę kosmetyczka, bo.... oszalałam na punkcie mojej twarzy :-) Może trochę późno na inwestycje, ale jeszcze można zatrzymać czas. A poza tym widok w lustrze mnie cieszy jak nigdy.
I tylko żałuję, że....

środa, 27 listopada 2013

Pierwszy śnieg

Spadł dziś rano. Pięknie jest!


Laura pisze list do Mikołaja.
Powinna chyba to robić na papierze toaletowym, bo jest bardzo, bardzo długi.
Znów okazja do pytań o tatę...
W tym roku postanowiłam, że nie dam się zwariować. Ma wszystko, czego tylko zapragnie. W sensie materialnym. Choć mam nadzieję, że emocjonalnie też czuje się spełniona.
Tylko moje karty kredytowe chciałyby trochę odsapnąć, zregenerować się po wakacyjnych szaleństwach. I.... przygotować na sezon zimowy. Jedziemy w góry!
A więc rozsądek w prezentach bardzo wskazany. Pytanie tylko, co z tego wyjdzie, bo zwykle wpadam w przedświąteczny zakupowy amok.
Na razie jako Rada Rodziców naszego przedszkola uczestniczę w organizowaniu prezentów świątecznych dla dzieciaków. Yyyyyyyyy... kwota ok. 40 zł na dziecko. Dla całej grupy to samo, z podziałem na płeć. Pole do popisu, tylko pomysłów mi brak.

W ramach generalnych porządków muszę zamówić pranie kanap do domu. Moje ecru się lekko przybrudziło. Plamy z kawy, tłuste paluchy Laury, odciski mokrej skóry po kąpieli, a na resztę niech spadnie kurtyna milczenia.... ;-)
Błyski, przebłyski, skojarzenia, obrazy, migawki - to się kiedyś przecież musi skończyć. Kiedy?

Nova Maska*

- Wyglądasz jak milion dolarów.
- Nie pierwszy raz. Wino im starsze tym lepsze...

*/ www.nova-maska.pl/kluby-warszawa

poniedziałek, 25 listopada 2013

Nie chwal dnia...

Pochwaliłam, że Laura nie choruje od wakacji.
No to właśnie ma zapalenie gardła z temperaturą ok. 40 st. Czyli standard. Dobrze, że tylko to.
Mamy receptę na antybiotyk ze wskazaniem, że jak do jutra nie przejdzie to ma zacząć brać. No bo może to być wirus, a wtedy samo minie. No i tabletki do ssania (żadne psiukacze nie wchodzą w grę) oraz leki przeciwgorączkowe - paracetamol nie działa w ogóle, nurofenu można określoną dawkę dziennie, która jest po prostu zbyt mała, więc dostałyśmy jakąś nowość, lek skojarzony Kidofen Duo, który w aptece będzie... jutro. Dobra, damy jakoś radę. W sumie taka gorączka to dla nas nie nowość.
Ogólnie dziecko zadowolone, że siedzi w domu. Mniej zadowolone, bo balet przepadnie.
Tak więc weekend spędziłyśmy w domu, zalegając na łóżku. W sumie fajnie, bo był czas pogadać, coś razem pooglądać, pograć w karty - w ogóle wspólnie spędzić czas na spokojnie.
W związku z powyższym musiałam pozmieniać plany na ten tydzień - jest OK.
Żałuję tylko, że wczoraj nie mogłam wyjść na dłuższy spacer - padał dość ciepły deszcz, a wystawić twarz na taki deszcz, czystą, bez makijażu to dla mnie najczystsza przyjemność. Mogłam popraktykować... na balkonie, ale dobre i to :-)
No bo dziś to śnieg w TV pokazywali - a w stolicy taaaaaaaaaakie słońce :-)

piątek, 22 listopada 2013

HIV

Wracając dziś z pracy usłyszałam w radio WAWA, że jutro - w sobotę 23.11.2013 - w Punkcie Diagnostyczno-Konsultacyjnym Sanepidu na ul. Nowogrodzkiej 82 można zrobić bezpłatnie i anonimowo test na HIV. Wynik za 30 minut.
Chwila zastanowienia. Czy powinnam? Każdy powinien!
Pytanie, czy starczy mi odwagi?

Piątek

Weekendu początek. I to by było na tyle.

W odpowiedzi na

... komentarze - choć zwykle tego nie robię, albo sporadycznie, na bieżąco, "pod".

=> Facet
A`propos syndromu gniazda. W ciąży nie jestem, a przynajmniej nic o tym nie wiem. A wiedziałabym na pewno, bo tak już mam ;-)
Może po prostu potrzebuję lekkich zmian, stąd te małe przemeblowania?
A samo sformułowanie nie najlepiej mi się kojarzy, bo kiedyś ktoś też podobno miał taki syndrom, "pracował ciężko" i nigdy nie miał czasu... jak się okazało: o zupełnie inne gniazdo chodziło...
Odnośnie paranoi - no przecież sama się przyznałam ;-) I wyjaśniłam na priv co i jak. Aczkolwiek co do sedna - fakt jest faktem, tylko z innego miejsca.
Co do baletu - o konsekwencjach zdrowotnych wiem, i profesjonalnej tancerki z niej robić nie zamierzam. Ćwiczy tylko elementy baletu, co wyraźnie zaleca ortopeda i rehabilitantka - w trosce o proste nogi, odpowiednie ułożenie stóp i prawidłową postawę.
Basen zimą to rzeczywiście może nienajlepszy pomysł, ale choroby minęły po wakacjach jak ręką odjął (odpukać), a poza tym na basen mamy rzut kamieniem + ciepły samochód. Spróbujemy.
Madryt już zdobyty?

=> MX
Nadmiar zajęć? Nie sądzę. Do niczego jej nie zmuszam - tylko to co sama chce.
Popołudniami tylko balet (sama chciała), i ewentualnie dojdą lekcje pływania - to wszystko raptem dwa razy w tygodniu po 45 minut, blisko domu, więc nie zajmuje dużo czasu nawet licząc dojazd. Gimnastyka to sprawa tymczasowa - za kilka dni koniec. Potem ćwiczymy tylko w domu. Niestety to zalecenia ortopedy - nie ma zmiłuj. Angielski, taniec i muzyka są w ramach zajęć przedszkolnych. Zapewniam, że nie zabieram jej dzieciństwa, raczej umożliwiam prostszy start w doroślejsze życie i "otwieram głowę", a czasu na zabawę ma wystarczająco dużo.
A chorych ambicji rodziców nie popieram.

Przy okazji pozdrawiam wszystkich czytelników: znajomych, anonimowych, regularnych, przypadkowych, miejscowych, i z zagranicy.
Może nie ma takiego ruchu jak na starym blogu, takiej wymiany, zdań poglądów, nieraz wręcz kłótni, ale to czasy już nie te i tematy też. Jednak nie jest źle ;-)

czwartek, 21 listopada 2013

Zakorkowana Warszafka

Do tej pory tego nie odczuwałam, ale teraz kiedy dużo więcej jeżdżę po mieście w ciągu dnia widzę korki. Nie przeszkadzają mi za bardzo, bo i nie stoję w nich nie wiadomo ile, ani w zasadzie mi się nie spieszy.
Poza tym fajnie obserwuje się innych ludzi zza szyby samochodu. Czasem on się uśmiechnie, a czasem ja...
W głośnikach zupełnie przypadkowo, bo to nie moja bajka: "Tylko dla orłów" - tekst szalenie motywujący i dający kopa.

"Le Beaujolais Nouveau est arrivé!"

środa, 20 listopada 2013

Albo...

... kocham do szaleństwa i nie zwracam uwagi na konsekwencje, albo zjadam na śniadanie.
Intuicja podpowiada mi, że długo głodna nie będę ;-(
*****
Dosłownie kilka kroków od domu pojawiło się fajne miejsce na spotkanie przy kawie.
BATIDA w Galerii Odkryta. Jeszcze nie byłam, ale wygląda zachęcająco. Laura wybiera się tam na ciacho. Z kim?... no właśnie, nie wiem jak jej wytłumaczę, że to mało realne...

wtorek, 19 listopada 2013

M.

Chyba chce skończyć zanim cokolwiek się zacznie.
Nie znoszę, kiedy ktoś mnie pogania, pośpiesza, próbuje naciskać.
Zbyt duża ilość smsów przyprawia mnie mdłości...

Baletnica

Trzecia lekcja i jest coraz lepiej :-)
Dziewczyny mają świetną trenerkę, wymagającą, ale ze świetnym podejściem do dzieci. Zajęcia są tak zorganizowane, że jest czas na ćwiczenia grupowe i indywidualne konsultacje.
Trochę szkoda, że to tylko raz w tygodniu.


Ale za to rozglądam się za lekcjami pływania dla niej. Miałam poczekać do wiosny, ale rehabilitantka stwierdziła, że trzeba działać - im szybciej tym lepiej. Zanim usiądzie w szkolnej ławce powinna już dobrze pływać. To tak w związku z pracą nad piękną postawą. Bo gimnastyka gimnastyką, ale pięcioletnie dziecko nie ma świadomości posiadania mięśni i bardzo trudno mu prawidłowo wykonywać ćwiczenia korekcyjne, szczególnie w domu.
Do tej nauki pływania to by się tatuś przydał (jak do wielu innych spraw), no ale.... przemilczę temat, choć wraca jak bumerang (temat, nie facet) w rozmowach z Laurą.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Puzzle

W ramach relaksu podczas ogólnie pracowitego weekendu zafundowałyśmy sobie z Laurą puzzle 3D. W związku z czym miałyśmy wczoraj małą przerwę w życiorysie - jakieś 3 godziny.
Ale sukces.
 
Bardzo fajna zabawa. Może się skusimy na kolejne, bo w kolekcji jest jeszcze Krzywa Wieża w Pizie (którą właśnie chciałam kupić, ale dziecko się uparło na Paryż) oraz Big Ben.
Poza tym sprzątania ciąg dalszy, ale wersja light czyli bardziej zajęłam się dekoracją i estetyką niż likwidacją kurzu. Skracanie firanek wiszących już na oknie zajęło mi trochę czasu. Kocham sznurkowe firanki za to, że tylko minimalnie zatrzymują światło - więc w sypialni też mam teraz taką. Jasne okna to ten element mieszkania, który wprawia mnie w dobry nastrój, a tego mi teraz potrzeba. No i oczywiście światło świec wieczorami.

Z innej beczki - chyba popadam w lekką paranoję. Ale... prawdopodobieństwo takiego zdarzenia wydawało mi się tak znikomo małe, że przyjęłam za pewnik jedyną wersję jakiej się spodziewałam. A tu niespodzianka - jednak nie, choć dałabym się prawie pokroić, że jest tak jak myślę. Wszystko mi się układało w jakąś logiczną całość. Nie ważne. I tak jest opcją nr 2.

Ten tydzień zapowiada się dość intensywnie.
Mam nadzieję na finalizację ważnej dla mnie sprawy. Choć znów się trochę skomplikowała, to myślę, że tym razem zakończy się sukcesem.
I obiecałam sobie, że postaram się więcej nie zostawiać tak istotnych spraw na ostatni moment, bo potem wyprowadzenie wszystkiego na prostą kosztuje mnie zbyt dużo nerwów. Niestety mam tę głupią przypadłość, że w zasadzie wszystko robię na deadline.

sobota, 16 listopada 2013

Nad kawą

Zrelaksowana po wizycie w salonie kosmetycznym. Uwielbiam te zabiegi, chwile tylko dla mnie.
Na co dzień nie mam odpowiednio dużo czasu, więc zostają sobotnie poranki. Regularnie. Jest fajnie.
A teraz kubek wyśmienitej kawy z gigantyczną pianką.
Potem biorę się za pracę - sprzątania ciąg dalszy.
Jakiś syndrom gniazda mi się włączył, czy co?

piątek, 15 listopada 2013

O wszystkim i o niczym

Nie mogę spać.
A potem kosmetyczka musi naprawiać szkody. Jeszcze się udaje, ale... trzeba będzie pójść nieco dalej. W zasadzie to byłam zdecydowana, ale M. mnie "pocieszyła", że sam zastrzyk może nie dać dobrego efektu, i chyba trzeba będzie trochę wypełnić. No to muszę się jeszcze raz przespać z tematem. Czego się jednak nie robi dla siebie i urody, żeby zatrzymać/cofnąć czas. Ale skoro można to czemu nie korzystać?
Nie mam czasu na wstępnie umówioną kawę :-( Most prawie zamknięty, korki, nigdzie nie można zdążyć. A zaraz zacznę się zastanawiać, czy mi się chce. I w końcu się nie przekonam,  czy w ogóle było warto. Może na szybko w Starbucks? Mają nowe świąteczne smaki.
Laura zażyczyła sobie lalkę w ciąży! Kontynuacja tematów damsko-męskich. Znalazłam i zamówiłam. W nagrodę, że pięknie ćwiczy na rehabilitacji.

15 listopada, + 2,5st. C

Przyzwyczaiłam się do niższych temperatur w tym roku. W ogóle mi nie przeszkadzają - w przeciwieństwie do zbędnej garderoby, do założenia której zmusi mnie zapewne pierwszy opad śniegu, bo temperatura w okolicach 0 st. C raczej nie.

Za niecały tydzień Beaujolais Nouveau 2013.
Ciekawa jestem smaku. No i zawsze zachwycają mnie kolorowe etykiety.


Wypadałoby też postarać się o odpowiednie towarzystwo na tę okazję... oczywiście biorąc poprawkę na to, że po młodym winie ewidentnie dostaję regularnej głupawki ;-)

poniedziałek, 11 listopada 2013

Zimno

Niepokój w sercu, przyspieszone bicie - jakby miało wyskoczyć.
Wewnętrzny chłód - dreszcze, których nie można opanować.
Nie jestem chora...
 

Bez tytułu

Wysiłek fizyczny jest dobry na wszystko.
A na niemyślenie szczególnie.
Nie przypuszczałam, że tyle można zrobić w dwa dni.
Można. Czyste okna. Błyszczące podłogi.  Zostały dosłownie drobiazgi do ogarnięcia.
Wyrzuciłam dwa worki butów, wielkie. Nie wiem ile to było par? Już mi niepotrzebne, mam drugie tyle.
Spakowałam niewielką paczkę, kilka rzeczy dosłownie... i schowałam na dno szafy... załatwię to innym razem, teraz to jeszcze ponad moje siły...
Mieszkanie pachnie czystością i wanilią.
Kolejny wieczór przy świecach i winie. Zmęczona.
Zbyt zmęczona na wspomnienia... to dobrze.

 
 

niedziela, 10 listopada 2013

Mrrr...

Półmrok.
Ciepłe światło kilku świec i delikatny, ale dość wyraźny ich cytrusowy zapach.
Kanapa w kolorze ecu.
Białe róże w wazonie. Butelka różowego wina.
Paznokcie pomalowałam dziś na czerwono...

sobota, 9 listopada 2013

n-ty raz

Nie wiedziałam, że można umierać na raty.
Można.
Myślisz, że to już, że jesteś po drugiej stronie. Nie, nic z tego. Jeszcze raz, i jeszcze raz, i kolejny...
Za dużo alkoholu.
Za dużo papierosów.
Zbyt duża prędkość.
Zbyt głośna muzyka.
Wyrzuty sumienia... jedno nieodebrane połączenie.

Dwie rzeczy, dwie sfery życia. Zbyt kruche, aby budować na nich cokolwiek. Zbyt słabe, aby stanowić fundamenty. Myślenie, że jest inaczej jest chore.
Ale... mam tylko to.
Wiarę, że to bezsporne atuty, i świadomość tego, że czas mi je kiedyś odbierze.

piątek, 8 listopada 2013

Tylko z ...

... kronikarskiego obowiązku.
8 listopada, + 10 st. C

... bo myślami jestem zupełnie gdzieś indziej...
Tak niewiele potrzeba, by zburzyć względny spokój. Chwila, kilka słów i.... przeszłość podana pod nos, na talerzu.
... bo mam dość: odejść, rozstań, niedomówień, przemilczanych spraw, niewyjaśnionych sytuacji, niewypowiedzianych myśli, bałaganu w głowie, w życiu... siebie, wszystkiego.
Jedna myśl: uciekać, daleko, od przeszłości, od siebie też.
Wyjechać do Indii (na przykład) albo na wyspę (dokładnie tę wyspę). Koniecznie bez dostępu do internetu, z najprostszym telefonem - chociaż i to mogłoby być zbyt niebezpieczne.
Odpowiedzialność, i świadomość, że od siebie uciec się nie da. Przerażająca.
Dziś chciałabym urodzić się jeszcze raz, żyć od nowa, z czystą kartą, nie widzieć, nie wiedzieć i nie pamiętać... a przede wszystkim nie czuć...
Totalny zjazd psychiczny - dzięki.

wtorek, 5 listopada 2013

Podsumowanie

Przez te 10 lat*:
  • zaczęłam i skończyłam studia
  • poznałam kilku fajnych ludzi, i to bardzo mnie cieszy
  • straciłam przyjaciółkę - przez głupotę
  • kupiłam i wyremontowałam mieszkanie
  • kupiłam 2 samochody
  • tzn. że ogarnęłam się finansowo - choć sama nie wiem jak mi się to udało???
  • urodziłam dziecko (a to niespodzianka :-)
  • wydałam małą fortunę na paznokcie
  • przeżyłam cztery operacje oka, i jest OK
  • dowiedziałam się o sobie o wiele więcej niż przez poprzednie 30 lat (Piotr, dzięki, bez Ciebie byłabym kimś zupełnie innym)
  • nie straciłam wiary w to, że mogę bardzo dużo - choć na pewne sprawy nie mam żadnego wpływu
  • zrobiłam sobie rok przerwy w pracy
  • kupiłam kilkadziesiąt par butów
  • walczyłam z uzależnieniem... od internetu (ze zmiennym skutkiem)
  • dałam komuś nadzieję na uczucie, a potem szybko zmieniłam zdanie
  • nie potrafiłam podjąć pewnej ważnej decyzji - choć wiem, że powinnam - ta sprawa ciągnie mnie w dół silniej niż grawitacja
  • zrozumiałam, że do szczęścia potrzebuję pełnej harmonii i przestrzeni
  • uzmysłowiłam sobie, że czasem nie trzymam na wodzy emocji (choć powinnam), a wtedy rozumowi mówię: bye, bye
  • zrobiłam kilka BARDZO GŁUPICH RZECZY, a jeszcze głupsze miałam w planach... na szczęście opamiętałam się w samą porę
  • odbyłam kilka fajnych podróży i znalazłam miejsca, do których naprawdę chce mi się wracać
  • zawodowo chyba poległam
  • nie zmieniłam pewnych poglądów, czyli nie wyciągnęłam wniosków z tego, co się działo - wszystko albo nic - mogę powiedzieć, że stać mnie na małe kompromisy
  • miałam kilka chwil, w których byłam TOTALNIE SZCZĘŚLIWA
  • wypiłam dużo wina
  • wypaliłam.... tonę świec i dużo papierosów ;-)
  • zaprosiłam Cię do swojego życia... zaufałam i pozwoliłam podejść tak blisko, jak nikomu wcześniej... i jak nigdy wcześniej życie (?) koncertowo zagrało mi na nosie
JESTEM na uczuciowej pustyni, choć na brak emocji narzekać nie mogę...

*/ kolejność prawie przypadkowa

Urodziny

Bloguję równo 10 lat.
Szmat czasu. Kawał życia.
Dobro i zło.
Sukcesy i porażki, o których trudno zapomnieć.
Tajemnice schowane w sieci...
***
Styczniowa impreza urodzinowa bliźniaczek podobno na 40 osób!!!
To chyba zamiast wesela???

poniedziałek, 4 listopada 2013

O weekendzie

Czwartek
Jak co roku dobra zabawa z dynią :-)

 Świecimy co wieczór na balkonie. Fajnie wygląda.

Poza tym... nie mogłam się oprzeć.


CATWALK. Kiedyś już miałam na nie chęć, ale kosztowały trochę, a wygodne są średnio więc odpuściłam. A teraz trafiłam na taką przecenę, że kupić musiałam :-) Fajnie wyglądają.
Przy okazji przypomniało mi się, że gdzieś w szafie mam satynowe różowe szpilki w jakiś śmieszny wzorek (nowe!!!). Muszę poszukać, bo na wiosnę będą jak znalazł.

Reszta weekendu rodzinno-towarzyska.
Piątek spokojny. Choć w związku z posiadaniem dziecka bardzo żywego o jakimkolwiek skupieniu ciężko w ogóle mówić. Trzeba mieć oczy dookoła głowy i być w ciągłej gotowości, ale pocieszam się, że z wiekiem to minie ;-)
Co roku na jednym z warszawskich cmentarzy odwiedzam grób mojej niani z wczesnego dzieciństwa. Rzadko ktoś tam zagląda, ja sama znalazłam go dopiero kilka lat temu.
Bardzo ciepłe wspomnienia, choć zupełnie szczątkowe - więcej wiem z opowiadań rodziny.
W sobotę popołudniu impreza urodzinowa naszych gości z Londynu. Dla Laury okazja do szaleństwa na sali zabaw ze swoim towarzystwem. Nie muszę wspominać, że nie mogliśmy stamtąd wyjść, i z dwóch godzin zrobiło się pięć. Plus głowa mokra jak po prysznicu.
Ja miałam okazję spotkać się na kawie ze znajomymi z czasów licealnych. Tak się składa, że spotykamy się od czasu do czasu zwykle kiedy Anka przyjeżdża do Polski, przy takich właśnie okazjach, no i na wakacjach we Władysławowie. Fajne to jest. Zawsze coś więcej niż Facebook.
Nie wiem jak to się dzieje, ale mam wrażenie, że jakoś specjalnie się nie zmieniamy. No może poza małymi wyjątkami. Generalnie raczej na plus.
Niedziela już zupełnie luźna. Pogoda w miarę dopisała, więc spontaniczny wypad za miasto. Las, spacer, spotkanie ze znajomymi.
Jednak moje samopoczucie określiłabym jako "lekkie rozdrażnienie" - pewne rzeczy czuję przez skórę, czy może hormony, albo podświadomość płata figle (widocznie nie było to nic ważnego).
Relacji foto nie będzie. Chyba muszę kupić nowy aparat fotograficzny - Nikon czasem odmawia posłuszeństwa, a jakość tych zdjęć jak dla mnie nie jest zadawalająca. A może to ja powinnam być bardziej cierpliwa i mniej szybka? :-) Jednak mam ochotę na zmianę, Nikona mam już drugiego i znów mi nie leży. Może Olympus?

A za tydzień znów długi weekend :-) Myślę o jakimś wyjeździe, ale z drugiej strony mam świadomość, że nie mam kiedy generalnie sprzątnąć mieszkania.... no to mam dylemat.
Kusi mnie taki Kazimierz Dolny na przykład, albo morze, albo.... w sumie mogę jechać nawet 400 km. Dobra, przyjrzę się prognozie pogody na początek.

04 listopada, + 7 st. C... ciepło jest, więc.... :-))

niedziela, 3 listopada 2013

Telefon

Trochę byłam zaskoczona.
Zaproszenie na imprezę urodzinową. Lekkie zdziwienie, bo straciłam rachubę.
To już? 40-tka blizniaczek. A myślałam, że mają po trzydzieści kilka...
Jest okazja, jest impreza.
4 stycznia, jakaś knajpa na Nowodworach, nie wiem która dokładnie, ale gdzieś blisko nas.
Mała czarna, szpilki i kurtka z piór marabuta - jak znalał!
No to się zabawimy. Karnawał w końcu. I super okazja, żeby spotkać tylu znajomych.

Bla bla ble ble

Miałam dziś wyjąć laptopa i coś napisać, ale sił zabrakło.
Skończyło się z tabletem w łóżku. Akurat pisać na nim nie znoszę, choć w sumie bywa, że ulegam. Kupiłam go przed wakacjami, obiecałam Laurze jako rozrywkę na podróż. Choć w zasadzie nie ja.... no ale kupić musiałam. Obietnic się dotrzymuje, tak?
Padło na samsung galaxy tab 2 7.0 z wbudowanym modemem 3G. Na początku mnie wkurzał, po tygodniu miałam ochotę go zwrócić, ale dziecko protestowało. Na wakacjach się przydał, nawet go polubiłam. I chyba kupię drugi, bo czasem mamy z córką  małe spięcia ;-)
No dobrze, czyli relacja z weekendu + foty w poniedziałek, bo cierpliwości brak i oczu jednak szkoda. O godzinie nie wspominając. Dobranoc.