poniedziałek, 30 września 2013

Dla córki...

.... jestem w stanie zrobić bardzo wiele.
Wybaczyć, że "ukrył" ją przed całym światem? Być może, kiedyś.
Tylko czy ona, za kilka lat, umiała będzie wybaczyć? Bo zrozumienia oczekiwać chyba nikt nie będzie...
Weekend się udał, wszystko poszło dobrze. Reset częściowy. Stres trochę odpuścił. Tylko przeraża mnie fakt, że za kilka dni będę musiała stoczyć walkę z moimi hormonami. Sprawa zwykle ciężką, a teraz...
Plany na kolejne weekendy też już się konkretyzuja. Mam na oku pewne SPA na Mazurach. Poza tym Kazimierz. Ponownie Kraków i morze. Odrabiamy zaległości :-)

niedziela, 29 września 2013

Tydzień temu...

Miałam przynajmniej piękne wspomnienia ♡ ♡ ♡ .... dziś nic niewarte, bo oparte na jednym wielkim kłamstwie :-(
Jestem w tym samym miejscu, wszystko wygląda bardzo podobnie, ale czuję się zupełnie inaczej. Nie przyjeżdżać tu więcej? Tylko co to da? Od siebie nie ma ucieczki. Można próbować, uda się na chwilę a potem koszmar przebudzenia... niebezpieczna droga, na którą sobie nie pozwolę.

czwartek, 26 września 2013

W nocy....

... wypisałam stos zaproszeń na urodziny Laury. Dziś zaniesie je do przedszkola i rozda dzieciakom.
To będzie najlepsza impreza sezonu ;-) W stylu Monster High oczywiście!
Z tego powodu jest najszczęśliwsza na świecie (tak mówi).
Całą tę sielankę burzy jedna rzecz - pytanie: czy tata przyjedzie do mnie na urodziny?
Co mam dziecku odpowiedzieć?
Jak wytłumaczyć, kiedy mnie samej te słowa nie przechodzą przez gardło...
I nie wiem, czy robię dobrze, ale zdecydowałam, że nigdy nie usłyszy ode mnie złego słowa na temat swojego "taty".
Pomimo tego wszystkiego, co ja czuję teraz: wściekłość, bezsilność i zażenowanie.

Kvankam vere devus marki ĉi blogo la nomo kaj familia nomo - kiel averto: gardu vin! la knabo kiu intence ŝraŭbita la vivojn de almenaŭ kelkaj personoj.

środa, 25 września 2013

"Los mówi stop... i wracamy na start"

Dwie godziny na fitnessie robią swoje - człowiek nie ma siły ani ochoty na głupie myśli. Z pożytkiem dla urody, zdrowia (także psychicznego) - dlaczego zapomniałam o tym na kilka lat? Nadrabiam, niestety ze świadomością że do formy sprzed ... hmmm... 7 lat wrócić będzie niesamowicie ciężko. Dam radę, kiedyś jadłam samą sałatę i żyłam ;-) Przypomniała mi się moja sesja fotograficzna z 2003 roku (chyba), ciekawa jestem gdzie mam tamte zdjęcia. Miało się takie różne szalone pomysły. Schodząc na ziemię. Tak sobie myślę, że 350 km fajną drogą dobrze mi zrobi. Prowadzenie samochodu działa na mnie relaksująco. Tym bardziej, że odzyskałam pewność za kierownicą, po tym jak 2 tygodnie temu miałabym jakiegoś kretyna na masce. I co z tego że wybiegł na jezdnię zupełnie niespodziewanie - i tak wina byłaby moja, skrzyżowanie, pasy, prędkość (nie wiem dokładnie jaka) - zdarzyło mi się coś takiego pierwszy raz w życiu, i dzięki Bogu za dobry refleks. Ale do myślenia dało, nie powiem. Zastanowiłam się co ja właściwie robię, dokąd pędzę - wtedy akurat bez specjalnego powodu. Już ochłonęłam, ale obiecałam sobie, że będę ostrożniejsza. Rutyna bywa zabójcza (w każdej dziedzinie), a ja wolę być artystą niż rzemieślnikiem. W kolejnym tygodniu, jak "dobrze" pójdzie to kurs w przeciwnym kierunku. Ale przecież ja uwielbiam jeździć, to co mi tam, nie? A wracając jeszcze do weekendu, chętne na wyjazd towarzystwo się mnoży, więc zapowiada się dobrze, i fajnie, i wesoło. Dwie pary szpilek w bagażniku i malowanie ust w lusterku to sygnał, że teoretycznie byłabym gotowa na nowe. Ale tylko teoretycznie, bo wchodzenie teraz w jakiekolwiek nowe relacje to pomysł chyba najgorszy z możliwych. Nie ten moment. Ktoś za kogoś, na pocieszenie - mniej ważne której strony. I wyjdzie jak zwykle. Odczekam ile będzie trzeba, dam sobie czas... a przynajmniej się postaram. W końcu się chyba czegoś nauczyłam. Wyciągnęłam wnioski... z wiecznej pogoni za fajerwerkami. To były zawsze bardzo ładne obrazki - jaka piękna z nas para (wizualnie), ale nic poza tym - kompletna pustka, choć zwykle okazywało się po fakcie. Ile razy tak można? Doliczyłam do.... Porażka. Czy byłam mocno zaskoczona? - może ze dwa razy. Bolało? Bolało, nawet bardzo - strata, choćby tylko złudzeń boli zawsze. Ze spraw ogólnych. Generalnie czas luzu. Procentuje praca sprzed kilku tygodni. Jeżeli uda się zrealizować wszystkie ambitne plany, to będę mogła odetchnąć na długi czas. W końcu!

poniedziałek, 23 września 2013

Noc z głowy?

Ależ skąd! Nadmiar emocji rozładowało pieprznięcie paczką mrożonych krewetek przez balkon. GULA miała rację - pomaga! Remontują elewację, więc pod blokiem i tak ogólny burdel - co tam jakieś krewetki. Mam jeszcze kilka rzeczy, których pozbędę się z wielką radością, więc tak naprawdę mogę sobie rzucać do woli, aż mi przejdzie. Kiedy jednak emocje z lekka opadły pojawiła się paskudna świadomość kilku lat życia opartych na TOTALNYM kłamstwie. Naprawdę kiepskie to pocieszenie, że nie tylko mojego, że i tak byłam z boku, powiedzmy, że w sumie nieświadoma tego co się dzieje. I naprawdę nie wiem czy bardziej tu pasuje "Och, Karol!" czy może "Tulipan". Śmiać się czy płakać? Bo mam dziwne wrażenie, że sprawa jest rozwojowa... Chyba nic więcej pisać nie muszę. Jak również tego, że za moment włączy mi się mało przyjemny tryb "zemsta". Bynajmniej nie z powodu mojej zranionej dumy. Po prostu słabo mi się robi, że ktoś chcąc ratować swój tyłek, bo dosłownie pali mu się grunt pod nogami robi co robi oraz mówi co mówi. Obrzydliwe. W związku z tym nie wiem co z planami na weekend? Generalnie planowałam Sztutowo - jesienne morze zawsze mnie uspokajało, co teraz przydałoby się bardzo. Dom na plaży zarezerwowany, świeże ryby będą czekały w knajpce. Ale boję się... że dobiją mnie wspomnienia. Tak sobie myślę, że kilka lat temu, jeszcze na starym blogu, pod notką o takiej treści znalazłoby się kilkadziesiąt komentarzy. Ale "high life" dziś poszedł spać, myślę że skutecznie, aczkolwiek nie ostatecznie - ja zawsze mogę do tego wrócić i poczytać, może kiedyś nawet się z tego i pośmiać :-)

sobota, 21 września 2013

Żeby nie bylo za spokojnie...

Nie mogę teraz napisać o co chodzi, ale wierzyć mi się nie chce, że biorę udział w tej farsie. Zadaję sobie pytanie, czy jestem zaskoczona - nie bardzo...

wtorek, 17 września 2013

Napięty plan

Na najbliższy miesiąc jak sądzę. Kolejność (prawie dowolna). 1. Urodziny Laury. "Mamo, koniecznie muszę zaprosić koleżanki". "Mamo, ale musi być Monster High! Mamo, powiedz, że będzie". "Mamo, ale tort też z Monster, i zastawa, i balony". "Mamo, ale gdzie to zrobimy?". Mamo, mamo, mamo... Znalazłam miejsce, gdzie takie urodziny tematyczne dla 5-latków można zrobić. Połowę rzeczy będę musiała załatwić sama (zastawa i większość dekoracji), ale przez 2 godziny dzieciaki będą zajęte przez animatorkę. Rachunku za tę imprezę nie chcę nawet widzieć, ale myślę, że będzie szczęśliwa, choć wie, że to jest prezent urodzinowy ode mnie i żadnego innego już nie dostanie. Reszta rodziny niech się wykaże. 2. Fryzjer. Dziś poszła z babcią. Odważna dziewczyna! Zdecydowała się obciąć włosy radykalnie, bo tak do wysokości brody (a ma do pasa). Ma dość czesania, spinania, wiązania i godzinnego suszenia. Ja zresztą też. Włosy odrosną, choć twierdzo, że długich już nie chce. Mam tylko nadzieję, że jej się nie zmieni i nie zażąda przyklejania (przedłużania?!). 3. Weekendowy wyjazd nad morze. Mam nadzieję, że wyjdzie. Pogodę zapowiadają dobrą. Może dostanę 2 dni urlopu. 4. Remont Remontują balkony i elewację. Powinnam kupić gres na podłogę. Nie mam kiedy, nie wiem jaki. I mi się nie chce. Znaleźli sobie czas na remont. Jesienią, kiedy pada. 5. Medycznie Laura w listopadzie na ćwiczenia rehabilitacyjne, żeby wyprostować kolana - na szczęście już zapisana. Okulista Laury - nie ma zapisów do końca roku, więc trzeba iść do gabinetu i jakoś się wcisnąć po znajomości. Moje USG oczu i konsultacja w szpitalu - w planach. Mój stomatolog - w trakcie, ale kosztuje małą fortunę. O ginekologu i mammografii nie wspomnę - temat przechodni, na wiecznie "nie wiem kiedy". 6. Przedszkole Skasowali zajęcia dodatkowe, więc jest problem. Zaczepiłam się do Rady Rodziców, nie wiem co mnie napadło - chyba mam za dużo wolnego czasu?! 7. Finanse Zrujnowane przez wakacje. Powyższe plany też średnio sprzyjają oszczędzaniu. Czyli nie ma zmiłuj... A tak poza tym to nic szczególnego. Kompletny brak czasu, dni wypełnione po brzegi. Tylko w niedzielę włóczyłyśmy się po lesie ze 4 godziny - takie towarzyskie wyjście na grzyby. Świetny spacer :-) Poza tym uzupełniamy garderobę na sezon jesienno-zimowy (znów wydatki!). Czasem myślę sobie: zwolnij, bo naprawdę nie warto... (ryzykować).

czwartek, 12 września 2013

Naturalny proces

Ostatnio odkrywam w sobie potrzebę przebywania wyłącznie z ludźmi, na których mi naprawdę zależy, tylko z wzajemnością zresztą. Cała reszta poszła w odstawkę. Nie przeraża mnie milczący telefon, brak sygnału nadejścia SMSa. Czuję w tym temacie całkowity spokój. I jest mi dobrze ;-)

środa, 11 września 2013

Czuję się jak...

... w obozie pracy. Tylko uciekać. Albo odlecieć w świat wakacyjnych wspomnień - uśmiecham się na samą myśl. Albo...
Na razie tylko podziwiam butelkę ;-)