poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Weekend

Oby nie skończył się chorobą ;-)

 
 
Poprzedni tydzień był morderczy. W piątek skończyłam pracę po godz. 20-tej, a weekend o odpoczynku (czytaj: lenistwie) mogłam sobie pomarzyć.
Dziecko domagało się ogólnej i szczególnej uwagi.
Sklep - wypatrzyła w gazetce promocyjnej bluzki z Monster High (muszę mieć taką fioletową) - nic to, że trochę za duża - pomysły dziecka nie znają granic: "może być tunika do legginsów". No może! Więc wyprawa w sobotę do Auchan. Przy okazji kupiłam jej fajne legginsy. Bo dziecko zaczęło ubierać się samo - w sensie komponowania stroju. Wymyśla, przymierza, komponuje zestawy. Nie zabraniam, niech rozwija wyobraźnię i chodzi w tym, w czym jest jej wygodnie. Uwielbia robić makijaże. Oddałam jej wszystkie kolorowe kosmetyki - i tak nie używam nic poza tuszem do rzęs, cielistym błyszczykiem i czasem kremem BB. Eksperymentuje głównie na mnie - wczoraj zmywałam twarz chyba z pięć razy ;-). Nie chcę jej ograniczać, widzę, że ją ciągnie do różnych zajęć artystycznych: lubi śpiewać, repertuar z "Barbie - Księżniczka i piosenkarka" jest jej ulubionym, śpiewa wszystkie piosenki i tańczy układy. Nieźle jej to wychodzi. W przedszkolu chodzi na zajęcia z tańca, więc nabrała gracji i wszystkie kroki łapie w lot. Pozwalam jej więc na różne eksperymenty i generalnie nie hamuję w realizacjach nawet szalonych pomysłów, nie zwarzając na opinie otoczenia. Niech się rozwija i ma otwarty umysł - to zawsze procentuje.
Przy okazji zrobiłyśmy zakupy papiernicze, bo w przedszkolu kolejny konkurs plastyczny "Moja rodzina żyje zdrowo", więc trzeba coś przygotować. Jeszcze nie mamy pomysłu.
Potem wybrałyśmy się na wieś - w końcu kiedyś trzeba zmienić koła na te z letnimi oponami. Laura tak szalała ze swoim kuzynem, że miała mokrą bluzkę i spodnie. Ale za to ja miałam spokojną chwilę na porządną kawę i sernik z pomarańczami. A w niedzielę wstała z bolącym gardłem. Wolę nie myśleć co z tego wyniknie. Obiecanych rolek i tak nie odpuściła. Ale nie byłyśmy długo, bo to było jej pierwsze wyjście na podwórko.
Ogólnie weekend dość intensywny, ale córka padła dopiero po godz. 21 - z tym że do końca filmu Monster High na Disney Channel nie dotrwała - znaczy to, że była na prawdę zmęczona.
Może kolejny weekend będzie spokojniejszy?! Może kwiatki na balkonie posadzę jednak w tym roku.
Wracam do roboty, muszę skończyć to czego nie dałam zrobić rady w piątek mimo dwunastu godzin pracy...

środa, 17 kwietnia 2013

TVN24...

... wczoraj mówił, że przesilenie wiosenne i większość czuje się "ble".
To ja czuję się rozgrzeszona z "nie chce mi się" i "nic nie robię chociaż muszę".
Ze swojego samopoczucia też.
A że może to trwać ze trzy tygodnie... nic to!

wtorek, 16 kwietnia 2013

Coś

Wisi w powietrzu.
Wywołuje niepokój.
Pogoda ładna, a ja jestem totalnie rozdrażniona.
Tym razem to nie hormony, one działają inaczej.
Nie lubię takiej siebie - ze świadomością, że decyzje innych tak bardzo wpływają na moje samopoczucie. To potwierdzenie, jaka jednak jestem słaba.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Druga część weekendu...

... udana.
Choć cieszę się trochę, że dziś w pracy "odpocznę".
Kino zaliczone, ale 5-latki na KRUDÓW trochę jednak za małe. Zanim przeszły reklamy dzieci miały z lekka dość. O ile dla Patryka to było pierwsze kino w życiu, więc siedział z ciekawości, o tyle Laura znudziła się dość szybko, i mając w perspektywie salę zabaw siedziała jak na szpilkach. No może gdyby to był jakiś film z Barbie...Wyszliśmy wcześniej. Na kulkach szaleństwo. Potem lody. I jeszcze chwila w sklepie - naciągnęła mnie na kolejne okulary przeciwsłoneczne - tym razem z motywem Monster Hihg.
A w ogóle to dostała rolki. Dzień wcześniej mierzyła w sklepie, i nie mogąc utrzymać równowagi stwierdziła, że chyba jest jeszcze za mała. Wczoraj, gdy zajrzała do wielkiej torby zobaczyłam najpierw przerażenie w jej oczach.

No ale gdy już w domu oswoiła się z myślą, że już je ma, to postanowiła jednak spróbować. I poszło. Kilka niepewnych kroków, a teraz już sobie sama radzi bez żadnej pomocy. Pewnie za tydzień będziemy jeździć na dworze. Niech jeszcze trochę potrenuje w domu. Bardzo się cieszę, bo uważam rolki za świetną formę ruchu, trening pewności siebie i odwagi. Mnie jako dziecku nie można było z nóg ściągnąć wrotek czy łyżew. Ciekawa jestem czy teraz bym sobie poradziła?
No dobra, kawa stygnie, robota czeka ;-)

niedziela, 14 kwietnia 2013

W połowie weekendu...

Czy pisałam już kiedyś - chyba nie - że uwielbiam moją dużą czerwoną torbę. Torba gwiazd ;-) Jest fantastyczna! Chyba kupię jeszcze jedną w innym kolorze, na lato - w końcu czerwień nie do wszytskiego pasuje. Ale fason i funkcjonalność - idealne dla mnie.
Dzisiejszy dzień spedziłyśmy na zakupach. Sił starczyło tylko na ubranie Laury. Wyrosła ze wszytskich ciuchów i butów przez zimę, więc trzeba było zaopatrzeć szafę. Można uznać, że się udało. Są spodnie, bluzki, swetry, żakiet, buty i dodatki. Panna ma już swoje zdanie, i trudno ją przekonać do swoich rachi w kwestii mody. No trudno, niech ma. Rajd po sklepach z nią to jest mały koszmar, i trwa w nieskończoność, więc obstawiamy jedno centrum handlowe i na tym koniec. Dobrze, że już po :-) Rachunków nie podliczam.
Sobie nie kupiłam nic. Nie starczyło mi już sił. Musiałabym iść na takie zakupy sama. Obawiam się, że raczej mi to nie grozi.
Jutro za to dzień zapowiada się zupełnie inaczej. Co prawda najchętniej przespałabym go do wieczora, ale to nie realne. Umówiłam się z Rafałem i jego siostrzeńcem do kina i na salę zabaw. Jest ciepło, więc spacer byłby bardziej wskazany, ale jeszcze za mokro na plac zabaw, a spokojne chodzenie - umówmy się - dla 5-latków żadna atrakcja. A tak dzieciaki wyszaleją się na zjeżdżalniach i trampolinie, a my jakoś może przetrzymamy ten czas ;-).
Tak naprawdę to myślałam, że weekend spędzę (spędzimy) inaczej, Laura spotka się tatą i takie tam. No ale... nie wyszło. Nigdy jej nie mówię o takich planach póki nie jestem pewna na 100%, żeby nie czuła się rozczarowana, czekała na próżno, była narażona na jakieś złe emocje, bo to ciągle dla niej atrakcja.
Ale obawiam się, że pewnego razu po prostu ona oleje temat, powie, że ją już to nie interesuje i się skończy... zabawa. Będzie to dla niej po prostu tak odległa sprawa, że zupełnie bez znaczenia. Zapomni, zajęta swoim życiem. Przypominać jej? Mogłabym, gdyby był w tym jakiś większy sens i jakaś szansa, na częstsze kontakty. Na razie chyba nie ma więc nie widzę potrzeby mieszać jej w głowie. Choć bardzo żałuję, to nie mam takiej mocy sprawczej, żeby cokolwiek zmienić.

środa, 10 kwietnia 2013

Za dużo i za mało

Niby nic się nie dzieje, a jednak czasu brak.
Chyba trochę widać wiosnę, czuć raczej, ale jest nadzieja... na zieleń czerwcu ;-)
Ja się budzę, i moje małe demony też.
A hormony to mnie kiedyś zabiją. Ale przynajmniej wszystko działa bez zarzutu. Szwajcarski zegarek.
Natura, co zrobić? ;-)
Czasem się zastanawiam, jak długo jeszcze?
Z wiekiem zmienia się postrzeganie czasu. Biegnie o wiele szybciej, i jest go coraz mniej.
Menopauza na horyzoncie, jeszcze dalekim, ale jednak. Nie żebym miała z tym jakiś problem, ot luźne przemyślenia.
I pytanie: i tak po prostu ma się to skończyć? A ja mam wrażenie, że jeszcze nie zaczęłam na dobre żyć (no poza kilkoma "epizodami"). Że odkładam życie na przyszłość, że będzie kiedyś lepiej, inaczej... a czas płynie. Obudzę się z przysłowiową ręką w nocniku, albo i wcale.
A`propos "epizodów". Czasem pamięć się budzi i robi psikusy, po których muszę dochodzić do siebie, do swojej małej równowagi. Ale może to dobrze, że potrafię przywołać chwile, kiedy czułam się TOTALNIE SZCZĘŚLIWA, naprawdę szczęśliwa, a nie tylko bardzo zadowolona i było mi przyjemnie. I miałam taką świadomość tej właśnie chwili. Bezcenny luksus!!! Ile takich epizodów było? Dwa, trzy, no może cztery. Tych, które przeżyłam świadomie i pamiętam. Każdy w innej kategorii. Ostatnie góra 10 lat.
Najświeższy, gdy patrzyłam na bawiącą Laurę.
Jeden, o którym nie napiszę, "diament w błocie" jeden jedyny na kilka lat - nie chcę już wracać do tamtych czasów.
I ten najbardziej świadomy: bezpieczne, ciepłe ramiona, i pewność "to jest właśnie ten człowiek, to uczucie"... zimowa plaża zalana słońcem, wiatr, głośny szum morza.... CHWILA. KONIEC. KURTYNA.

"...bo uczucie lubi spieprzyć gdzieś i czasem pójść na urlop..."

Fabryka.
Tealight pachnie różą i owocami leśnymi, a zapach świeżo zmielonej kawy przywołuje do rzeczywistości.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Święta, święta i po świętach...

I bardzo dobrze!
Dla mnie Wielkanoc to przeżycie osobiste i intymne.
Radość i świąteczny nastrój mam w sobie i dla siebie, cała reszta - świąteczna oprawa mogłaby nie istnieć. Chociaż nie. Zajączki, kurczaczki, pisanki i wiosenne kwiatki to ładne dodatki, tworzą całość, przyjemnie dopełniają.
Ale ludzie w tym czasie mogliby nie istnieć. Robią niepotrzebne zamieszanie, tworzą atmosferę pośpiechu. Pytam się: po co?
Chyba dziwaczeję.
Właśnie dlatego zaczęłam uważać, że wszelkie święta burzą porządek i spokój w moim świecie. Nie powiem "harmonię" bo to mój stan docelowy, co do osiągnięcia którego kiedykolwiek mam poważne wątpliwości. Nawet nie wiem, czy już stanęłam na początku drogi.
No dobrze, a pozytyw? Nielimitowany czas na zabawy z córką :-) Wielka radość, bardziej na jej korzyść na teraz. Dla mnie inwestycja, i kolejny plus za "fajne dzieciństwo". Tak, chciałabym, żeby wspominała je jak najlepiej.

No cóż. Zimy ciąg dalszy. Takiej regularnej, a nie przelotnych opadów śniegu. No to pięknie nam się zapowiada długi majowy weekend - z łysymi drzewami bez liści i trawą w kolorze burym, bo na zieleń raczej nie ma co liczyć. Chyba, że na Wyspach Zawietrznych Zielonego Przylądka.