wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowań nie będzie

Za to będą życzenia.
Na dzisiejszą noc szampańskiej zabawy, a na kolejne 365 dni pomyślności i spełnienia marzeń.

A Karoli i sobie (a może jeszcze ktoś chce się załapać) specjalnie dedykuję:

 
I toast.
Za adrenalinę, rzeczy (prawie) niemożliwe i (prawie) nierealne marzenia.
Za (nie)prawdziwe życie!!!


poniedziałek, 30 grudnia 2013

Kronika wypadków (nie)miłosnych - cz. 7

Zmiana miejsca? Droga na południe.
Odkryta trochę przypadkiem.
A może po prostu intuicja....
Ciekawa jestem czy tymczasowa, czy może już stała.
Pesteczka.
Jestem cierpliwa, ale baaaardzo skuteczna.
Niestety ;)

Przebłyski świadomości, wyniki analizy.
Tak działa czas. Widzi się więcej. Zauważa szczegóły.
Wiecie jak wygląda neuron? Komórka z wypustkami - połączenia.... tak to właśnie działa.
Impuls (elektryczny) i pojawia się myśl.
Lepiej jest uciec, odciąć się zupełnie niż dać się skusić.
Naprawdę lepiej?
Na pewno bezpieczniej.
Szczególnie wtedy, gdy nie jest się pewnym samego siebie...

niedziela, 29 grudnia 2013

Życzę sobie

Resetu, a potem...
Miłości.... tej prawdziwej, z porywem serca, niespokojnej, namietnej
Podróży - dalekich i bliskich
Cierpliwości - jeszcze więcej.
Fortuny :-)
Żebym znów poczuła, że żyję
"Jak długo się da chcę żyć jak najpiekniej"

Kurcze, mam 43 lata :-)
Kocham Cię ♡♥♡

piątek, 27 grudnia 2013

"Tatuś"

Słaby gość.
Cienki koleś.
Frajer.
Niezależne opinie wyrażone przez facetów, którym wcale nie zależy, żeby wkraść się w moje łaski.
W Święta nie odebrał telefonów od córki i nie odpisał na smsa z życzeniami.

Przepastna kanapa, kominek, kieliszek wina.
Boli mnie gardło.

piątek, 20 grudnia 2013

Już prawie święta...

Trochę wcześniej niż zwykłe, ale wiadomo czas przedświąteczny, za moment nie każdy znajdzie chwilę, aby usiąść do komputera i biegać po blogach, dziś część z Was jeszcze w pracy pewnie, tak więc:
 
Zdrowych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia, 
pachnącej choinki i pięknych prezentów, 
dużo pogody ducha i uśmiechu
życzą
Ania i Laura
 
 

czwartek, 19 grudnia 2013

Kronika wypadków (nie)miłosnych - cz. 6

Nie jestem Świętym Mikołajem.
Gwiazdkowego prezentu tym razem nie będzie.

Tak blisko...

...od miłości do nienawiści - mówią, że tylko jeden krok.
Pomiędzy, w pół kroku... nielubienie.
Póki są emocje jest życie.
Potem już tylko ocean obojętności - chyba najgorsza z możliwych opcji.

Mango - uwielbiam!

środa, 18 grudnia 2013

Kiedyś...

... nie odpuściłabym takiej znajomości za żadne skarby świata.
Dzisiaj zastanawiam się od samego początku.
Waham się, jestem raczej na nie, choć ciekawość jest...
Boję się, czy zrezygnowałam z marzeń i może teraz to już nie moja bajka?

Poza tym polecam - zapach wprost obłędny.





niedziela, 15 grudnia 2013

City

Sobotnie popołudnie.
Zamglone centrum Warszawy kojarzy mi się z ukochanym Canary Wharf.
Mżawka, prawie ciepłe powietrze.
Czuję, że oddycham.

Impreza z okazji urodzin Rybki MiniMini w Złotych Tarasach udała się świetnie.
Tym bardziej, że Laura jako dziecko, którego wszędzie pełno wkręciła się do konkursu z wiedzy o filmie Barbie Mariposa i wygrała lalkę - tytułową bohaterkę z pięknymi błyszczącymi skrzydłami. Była przeszczęśliwa i dumna z siebie.
Zawsze staram się ją dyskretnie aktywować w takich sytuacjach, niech trenuje śmiałość i pewność siebie. Choć w zasadzie to nie muszę - jeżeli na horyzoncie pojawia się nagroda do zdobycia ona i tak zwykle jest tam pierwsza. Nie wiem, czy to charakter czy może geny - ale o swój interes zadbać potrafi.
Potem były pamiątkowe zdjęcia, malowanie buziek i inne atrakcje.
Jednym słowem dobrze spędzony czas. I co najważniejsze wspólnie.

 

Przeszłość

Szukając adresu pocketgirl (jeszcze nie znalazłam) weszłam na swojego starego bloga.
Okres - jesień 2008. Dobrnęłam do wiosny 2007.
Tak na prawdę wielu rzeczy nie pamiętałam. Teraz inaczej na pewne rzeczy patrzę.
Ale przypomniałam sobie słowa, treść smsów .... te dotyczące spełnionych marzeń, rodziny, domu...
Powinnam Go za te kłamstwa...
Potrafię być potworem i nie warto być moim wrogiem.

piątek, 13 grudnia 2013

Rozmyślania nad talerzem krewetek

Czasem tak sobie w firmie dogadzamy.
Smażone krewetki. Świetne!

Faceci "głupieją" tuż po 30-tce. Tak wynika z moich obserwacji.
Nie licząc niepoważnych nastoletnich zawirowań, każdy mój facet miał ok. 30 lat kiedy się poznawaliśmy.
I nie ważne, czy ja miałam właśnie 20 lat, 30 lat czy prawie dobiegałam 40-tki.
Oni zawsze mieli trzydzieści trzy, ewentualnie coś koło tego.
Ciekawa prawidłowość.
Oczywiście nie liczę, że tak pozostanie. Z biegiem czasu zrobiłoby się to po prostu niesmaczne.

Kronika wypadków (nie)miłosnych - cz. 4

W końcu uczę się na własnych błędach. Nie odpuszczam.
Coś drgnęło w moim postrzeganiu. A może to tylko ciekawość? Trochę adrenalina skoczyła.
Ogólnie przypłacam stresem - nie wiedziałam, dopóki nie rozbolał mnie żołądek 2 dni temu.

czwartek, 12 grudnia 2013

Okołoświątecznie

Dekoracji świątecznych ciąg dalszy


Tylko śniegu za oknem brakuje ;-(
Za to w domu pachnie świątecznie - jabłkiem i cynamonem (uwielbiam!)

 
 *****
Wczoraj stwierdziłam, że nie mam żadnych czarnych szpilek na styczniową imprezę!
Tzn. coś by się pewnie w szafie znalazło, ale ostatnio chodzę na takich wysokich obcasach, że nic adekwatnego do moich aktualnych upodobań na pewno w niej nie ma.
Muszę się szybko rozejrzeć, bo zaraz zacznie się sylwestrowo-karnawałowy szał i półki będą świeciły pustkami.

środa, 11 grudnia 2013

Dylemat

Zastanawiam się na co wydać czterocyfrową premię świąteczną ???

List do Świętego Mikołaja

Wersja nr 99 - skrócona

 
Wiem, wymaga tłumaczenia:
Monster High Draculaura wersja 13 Wishes (+ film na dvd)
VIP Pet Taylor
Gra "Spadające Małpki" Mattel
Littlest Pet Shop Dancing
(reszta się nie zmieściła na kartce)
 Z listy wypadł Zaczarowany Młyn Filly Witchy i interaktywny piesek Chi Chi Love.
Z tym, że sytuacja jest dynamiczna, więc wszystko może się jeszcze zmienić.
Lalkę jakoś upolowałam, choć nie było to proste - bardzo popularna jest.
Resztę rozdysponowałam między rodzinę.
Oczywiście będą też pewnie niespodzianki.
 
Jednego życzenia nie mogę spełnić, choć wiem, że czeka, i bardzo by się ucieszyła, cóż... wiele mogę, ale aż takim cudotwórcą nie jestem.
Za pieniądze nie da się kupić zainteresowania i uczuć.
 
Ale ponieważ jestem najukochańszą mama na świecie, załatwiłam to: 
 
 
Idziemy w sobotę na godz. 13 do Złotych Tarasów na imprezę. Laura przeszczęśliwa.
A ja muszę odwołać kosmetyczkę, ale co tam - mina dziecka bezcenna.


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Chyba się zakochałam...

La vie est belle...
 

Wracając jeszcze do soboty


Uwielbiam...

A dokładniej...

Nie wyszło nic z tylko z wyjazdu. No nic, może za tydzień?
Zamiast tego przećwiczyłam prowadzenie samochodu na lodzie w szkole bezpiecznej jazdy. Bardzo profesjonalnie. Z poślizgami, ale bezpiecznie. Takich doświadczeń nigdy dosyć.
Zakupy zrobione, buty kupione. Nawet 2 pary. Z jednymi to poszalałam cenowo. PediPed. Ale co tam ;-)
Dom ogarnięty, tylko balkonu po remoncie podłogi nie domyłam, bo za zimno i nie schnie. Ale sukcesywnie działanie powinno pomóc.
Dekoracje świąteczne zrobione, nawet choinkę Laura ubrała, bo mamy sztuczną. Dla zapachu żywe gałęzie choinowe wstawimy do wazonu, plus esencje zapachowe i będzie OK. Brak faceta w domu się kłania ;-) Choinka się sama nie kupi i nie przyniesie. Ale żywa choinka będzie u dziadków. Jeszcze jemiołę muszę świeżą zorganizować. Mam taką ogromną zeszłoroczną nad barkiem w kuchni, ale już wyschła. Ogólnie jest już prawie świątecznie.
Zostały prezenty. I fryzjer. To mnie z lekka przeraża. Pod względem czasowym. Tym bardziej, że niestety chore dziecko domaga się ciągłej obecności - "jesteś najukochańszą mamą na świecie".
Ale cóż, dam radę, bo jak inaczej? ;-)

piątek, 6 grudnia 2013

Co w planach?

Dziś wieczorem wspólne oglądanie Barbie w Karinie Kucyków. Obiecałam Laurze, że poświęcę jej cały wieczór - bez innych zajęć :-)
Taki prezent na Mikołajki, oprócz klocków Winx Muzyczna Scena, kubka z Draculaurą i brokatowych kredek z Monster High.
Jedną pozycję mogę wykreślić z listu do Dużego Mikołaja. Pytanie co z resztą? Rozesłać po rodzinie i niech każdy wybierze, co kupić ;-) Ale najpierw niech się domyśli co tam jest narysowane. Ja wiem, bo byłam przy tworzeniu tego wątpliwego dzieła i mi powiedziała. A poza tym codziennie słyszę, co chciałaby dostać.
Jutro rano mój czas :-)
3 godzinki w salonie kosmetycznym. Kawa. plotki.
Potem chyba muszę niestety zaliczyć sklep - pogoda do tej pory była łaskawa, więc Laura chodziła w zamszowych kozakach, i jakoś mi umknęło, że trzeba kupić coś na "mokro". Wizyta w centrum handlowym w przedświąteczny weekend to jest kiepska sprawa, ale chyba nie ma wyjścia. Szybko to załatwimy, bo mamy zamiar jeszcze zrobić świąteczne dekoracje w domu. I tylko nie wiem, czy to się nie skończy ubraniem choinki, bo Uparciuch-Marabut coś przebąkiwał na ten temat. No cóż... najwyżej nie będziemy jeszcze zapalać lampek ;-)
Kupiłam super naklejki na okna, z motywami świątecznymi, żelowe - lubię takie gadżety.
A w niedzielę mam plan z wypadem za miasto. A może jutro wieczorem się uda?
Bo tak mi się trochę marzy ciepły kominek, przestrzenna kanapa i grzane wino, plus dobre towarzystwo... nie źle pasuje do tej wichury za oknem.

To wszystko żart


Chcąc wiedzieć zbyt dużo naiwnie dajemy się nabrać na najbardziej trywialne zagrania.
A potem gubimy się w domysłach.
Słowo ma moc - szczególnie to pisane, kiedy nie możemy zajrzeć w oczy "rozmówcy";-)

środa, 4 grudnia 2013

Oczarowanie

Mam słabość do męskich głosów - ciepłych, namiętnych w brzmieniu, choćby rozmowa dotyczyła zupełnie innych tematów.
Taki głos wiele obiecuje...
Kiedyś na punkcie takiego głosu dosłownie oszalałam. Przyprawiał o drżenie serca i motyle w brzuchu.
A teraz?

niedziela, 1 grudnia 2013

Ona i ja

Mam wrażenie, że ja to nie ja. Jak wtedy, kilka lat temu.
Jakby w mojej głowie, i w sercu mieszkał jeszcze ktoś inny. Zajmował więcej miejsca niż ja sama, coraz więcej, i jeszcze rozpychał się łokciami.
Tam w środku przestaję być sobą. Boję się tego stanu, a znam go niestety bardzo dobrze.
Jak walczyć ze swoimi własnymi myślami? Zaklęty krąg. Zbyt mało zależy ode mnie samej.
I jeszcze czas taki mało sprzyjający. Samotności.
Nie znoszę końcówki roku. Święta. Urodziny. Nowy Rok.
Nowy? To dlaczego wciąż jest po staremu?
Mam głupie myśli, takie nie-do-napisania.
[*]
Pamiętam. Brakuje mi Ciebie.
Pomożesz?

sobota, 30 listopada 2013

Flirt

mam jednak we krwi :-)
A potem?
Na "Chciałabym cię poczuć w..." złapie się chyba każdy.
Ale to już dalszy etap. Dla wybranych.
Było ich zaledwie dwóch. Obu na tyle odważnych, a może tak pewnych siebie, by pocałować mnie w usta na pierwsze, jeszcze niewinne pożegnanie.
Spełniona obietnica. Ogień!

piątek, 29 listopada 2013

10 mniej

Ratuje życie. Zwolnij.

Ta kampania do mnie przemawia. Jak rzadko która.
Przypominam sobie o niej, kiedy zbyt mocno naciskam pedał gazu.
Po mieście zwykle jeżdżę sprawnie, ale i dość szybko.
Ale ostatnio, poruszając się mniejszymi ulicami staram się nie przekraczać 50 km/h.
***
Znów przyciągam spojrzenia. Jak kiedyś.
Brakowało mi tego, teraz dopiero widzę jak bardzo.
Ten rodzaj dzikiej satysfakcji, którego dawno nie czułam. Jakbym latała 10 cm nad ziemią.
Zagłuszam nią myśl, o tym co jest kłującą zadrą...

Nie dało rady

Bez antybiotyku.
Niby już było trochę lepiej, temperatura "tylko" ok. 38 st. A dziś nagle ponad 39 st. Za długo to wszystko już trwa, więc zdecydowałam się na antybiotyk. A jutro i tak mamy się pokazać lekarzowi.
Niestety nie uda się wyjechać na weekend. Plany były całkiem fajne. Odbijemy to sobie, może już za tydzień?

Uzupełniłam kosmetyczne zapasy. Kremy do twarzy Eveline lepiej działają na moja skórę niż cuda za 300 PLN. Sprawdziłam nie raz. Teraz testuję złoto i diamenty. A w sobotę kosmetyczka, bo.... oszalałam na punkcie mojej twarzy :-) Może trochę późno na inwestycje, ale jeszcze można zatrzymać czas. A poza tym widok w lustrze mnie cieszy jak nigdy.
I tylko żałuję, że....

środa, 27 listopada 2013

Pierwszy śnieg

Spadł dziś rano. Pięknie jest!


Laura pisze list do Mikołaja.
Powinna chyba to robić na papierze toaletowym, bo jest bardzo, bardzo długi.
Znów okazja do pytań o tatę...
W tym roku postanowiłam, że nie dam się zwariować. Ma wszystko, czego tylko zapragnie. W sensie materialnym. Choć mam nadzieję, że emocjonalnie też czuje się spełniona.
Tylko moje karty kredytowe chciałyby trochę odsapnąć, zregenerować się po wakacyjnych szaleństwach. I.... przygotować na sezon zimowy. Jedziemy w góry!
A więc rozsądek w prezentach bardzo wskazany. Pytanie tylko, co z tego wyjdzie, bo zwykle wpadam w przedświąteczny zakupowy amok.
Na razie jako Rada Rodziców naszego przedszkola uczestniczę w organizowaniu prezentów świątecznych dla dzieciaków. Yyyyyyyyy... kwota ok. 40 zł na dziecko. Dla całej grupy to samo, z podziałem na płeć. Pole do popisu, tylko pomysłów mi brak.

W ramach generalnych porządków muszę zamówić pranie kanap do domu. Moje ecru się lekko przybrudziło. Plamy z kawy, tłuste paluchy Laury, odciski mokrej skóry po kąpieli, a na resztę niech spadnie kurtyna milczenia.... ;-)
Błyski, przebłyski, skojarzenia, obrazy, migawki - to się kiedyś przecież musi skończyć. Kiedy?

Nova Maska*

- Wyglądasz jak milion dolarów.
- Nie pierwszy raz. Wino im starsze tym lepsze...

*/ www.nova-maska.pl/kluby-warszawa

poniedziałek, 25 listopada 2013

Nie chwal dnia...

Pochwaliłam, że Laura nie choruje od wakacji.
No to właśnie ma zapalenie gardła z temperaturą ok. 40 st. Czyli standard. Dobrze, że tylko to.
Mamy receptę na antybiotyk ze wskazaniem, że jak do jutra nie przejdzie to ma zacząć brać. No bo może to być wirus, a wtedy samo minie. No i tabletki do ssania (żadne psiukacze nie wchodzą w grę) oraz leki przeciwgorączkowe - paracetamol nie działa w ogóle, nurofenu można określoną dawkę dziennie, która jest po prostu zbyt mała, więc dostałyśmy jakąś nowość, lek skojarzony Kidofen Duo, który w aptece będzie... jutro. Dobra, damy jakoś radę. W sumie taka gorączka to dla nas nie nowość.
Ogólnie dziecko zadowolone, że siedzi w domu. Mniej zadowolone, bo balet przepadnie.
Tak więc weekend spędziłyśmy w domu, zalegając na łóżku. W sumie fajnie, bo był czas pogadać, coś razem pooglądać, pograć w karty - w ogóle wspólnie spędzić czas na spokojnie.
W związku z powyższym musiałam pozmieniać plany na ten tydzień - jest OK.
Żałuję tylko, że wczoraj nie mogłam wyjść na dłuższy spacer - padał dość ciepły deszcz, a wystawić twarz na taki deszcz, czystą, bez makijażu to dla mnie najczystsza przyjemność. Mogłam popraktykować... na balkonie, ale dobre i to :-)
No bo dziś to śnieg w TV pokazywali - a w stolicy taaaaaaaaaakie słońce :-)

piątek, 22 listopada 2013

HIV

Wracając dziś z pracy usłyszałam w radio WAWA, że jutro - w sobotę 23.11.2013 - w Punkcie Diagnostyczno-Konsultacyjnym Sanepidu na ul. Nowogrodzkiej 82 można zrobić bezpłatnie i anonimowo test na HIV. Wynik za 30 minut.
Chwila zastanowienia. Czy powinnam? Każdy powinien!
Pytanie, czy starczy mi odwagi?

Piątek

Weekendu początek. I to by było na tyle.

W odpowiedzi na

... komentarze - choć zwykle tego nie robię, albo sporadycznie, na bieżąco, "pod".

=> Facet
A`propos syndromu gniazda. W ciąży nie jestem, a przynajmniej nic o tym nie wiem. A wiedziałabym na pewno, bo tak już mam ;-)
Może po prostu potrzebuję lekkich zmian, stąd te małe przemeblowania?
A samo sformułowanie nie najlepiej mi się kojarzy, bo kiedyś ktoś też podobno miał taki syndrom, "pracował ciężko" i nigdy nie miał czasu... jak się okazało: o zupełnie inne gniazdo chodziło...
Odnośnie paranoi - no przecież sama się przyznałam ;-) I wyjaśniłam na priv co i jak. Aczkolwiek co do sedna - fakt jest faktem, tylko z innego miejsca.
Co do baletu - o konsekwencjach zdrowotnych wiem, i profesjonalnej tancerki z niej robić nie zamierzam. Ćwiczy tylko elementy baletu, co wyraźnie zaleca ortopeda i rehabilitantka - w trosce o proste nogi, odpowiednie ułożenie stóp i prawidłową postawę.
Basen zimą to rzeczywiście może nienajlepszy pomysł, ale choroby minęły po wakacjach jak ręką odjął (odpukać), a poza tym na basen mamy rzut kamieniem + ciepły samochód. Spróbujemy.
Madryt już zdobyty?

=> MX
Nadmiar zajęć? Nie sądzę. Do niczego jej nie zmuszam - tylko to co sama chce.
Popołudniami tylko balet (sama chciała), i ewentualnie dojdą lekcje pływania - to wszystko raptem dwa razy w tygodniu po 45 minut, blisko domu, więc nie zajmuje dużo czasu nawet licząc dojazd. Gimnastyka to sprawa tymczasowa - za kilka dni koniec. Potem ćwiczymy tylko w domu. Niestety to zalecenia ortopedy - nie ma zmiłuj. Angielski, taniec i muzyka są w ramach zajęć przedszkolnych. Zapewniam, że nie zabieram jej dzieciństwa, raczej umożliwiam prostszy start w doroślejsze życie i "otwieram głowę", a czasu na zabawę ma wystarczająco dużo.
A chorych ambicji rodziców nie popieram.

Przy okazji pozdrawiam wszystkich czytelników: znajomych, anonimowych, regularnych, przypadkowych, miejscowych, i z zagranicy.
Może nie ma takiego ruchu jak na starym blogu, takiej wymiany, zdań poglądów, nieraz wręcz kłótni, ale to czasy już nie te i tematy też. Jednak nie jest źle ;-)

czwartek, 21 listopada 2013

Zakorkowana Warszafka

Do tej pory tego nie odczuwałam, ale teraz kiedy dużo więcej jeżdżę po mieście w ciągu dnia widzę korki. Nie przeszkadzają mi za bardzo, bo i nie stoję w nich nie wiadomo ile, ani w zasadzie mi się nie spieszy.
Poza tym fajnie obserwuje się innych ludzi zza szyby samochodu. Czasem on się uśmiechnie, a czasem ja...
W głośnikach zupełnie przypadkowo, bo to nie moja bajka: "Tylko dla orłów" - tekst szalenie motywujący i dający kopa.

"Le Beaujolais Nouveau est arrivé!"

środa, 20 listopada 2013

Albo...

... kocham do szaleństwa i nie zwracam uwagi na konsekwencje, albo zjadam na śniadanie.
Intuicja podpowiada mi, że długo głodna nie będę ;-(
*****
Dosłownie kilka kroków od domu pojawiło się fajne miejsce na spotkanie przy kawie.
BATIDA w Galerii Odkryta. Jeszcze nie byłam, ale wygląda zachęcająco. Laura wybiera się tam na ciacho. Z kim?... no właśnie, nie wiem jak jej wytłumaczę, że to mało realne...

wtorek, 19 listopada 2013

M.

Chyba chce skończyć zanim cokolwiek się zacznie.
Nie znoszę, kiedy ktoś mnie pogania, pośpiesza, próbuje naciskać.
Zbyt duża ilość smsów przyprawia mnie mdłości...

Baletnica

Trzecia lekcja i jest coraz lepiej :-)
Dziewczyny mają świetną trenerkę, wymagającą, ale ze świetnym podejściem do dzieci. Zajęcia są tak zorganizowane, że jest czas na ćwiczenia grupowe i indywidualne konsultacje.
Trochę szkoda, że to tylko raz w tygodniu.


Ale za to rozglądam się za lekcjami pływania dla niej. Miałam poczekać do wiosny, ale rehabilitantka stwierdziła, że trzeba działać - im szybciej tym lepiej. Zanim usiądzie w szkolnej ławce powinna już dobrze pływać. To tak w związku z pracą nad piękną postawą. Bo gimnastyka gimnastyką, ale pięcioletnie dziecko nie ma świadomości posiadania mięśni i bardzo trudno mu prawidłowo wykonywać ćwiczenia korekcyjne, szczególnie w domu.
Do tej nauki pływania to by się tatuś przydał (jak do wielu innych spraw), no ale.... przemilczę temat, choć wraca jak bumerang (temat, nie facet) w rozmowach z Laurą.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Puzzle

W ramach relaksu podczas ogólnie pracowitego weekendu zafundowałyśmy sobie z Laurą puzzle 3D. W związku z czym miałyśmy wczoraj małą przerwę w życiorysie - jakieś 3 godziny.
Ale sukces.
 
Bardzo fajna zabawa. Może się skusimy na kolejne, bo w kolekcji jest jeszcze Krzywa Wieża w Pizie (którą właśnie chciałam kupić, ale dziecko się uparło na Paryż) oraz Big Ben.
Poza tym sprzątania ciąg dalszy, ale wersja light czyli bardziej zajęłam się dekoracją i estetyką niż likwidacją kurzu. Skracanie firanek wiszących już na oknie zajęło mi trochę czasu. Kocham sznurkowe firanki za to, że tylko minimalnie zatrzymują światło - więc w sypialni też mam teraz taką. Jasne okna to ten element mieszkania, który wprawia mnie w dobry nastrój, a tego mi teraz potrzeba. No i oczywiście światło świec wieczorami.

Z innej beczki - chyba popadam w lekką paranoję. Ale... prawdopodobieństwo takiego zdarzenia wydawało mi się tak znikomo małe, że przyjęłam za pewnik jedyną wersję jakiej się spodziewałam. A tu niespodzianka - jednak nie, choć dałabym się prawie pokroić, że jest tak jak myślę. Wszystko mi się układało w jakąś logiczną całość. Nie ważne. I tak jest opcją nr 2.

Ten tydzień zapowiada się dość intensywnie.
Mam nadzieję na finalizację ważnej dla mnie sprawy. Choć znów się trochę skomplikowała, to myślę, że tym razem zakończy się sukcesem.
I obiecałam sobie, że postaram się więcej nie zostawiać tak istotnych spraw na ostatni moment, bo potem wyprowadzenie wszystkiego na prostą kosztuje mnie zbyt dużo nerwów. Niestety mam tę głupią przypadłość, że w zasadzie wszystko robię na deadline.

sobota, 16 listopada 2013

Nad kawą

Zrelaksowana po wizycie w salonie kosmetycznym. Uwielbiam te zabiegi, chwile tylko dla mnie.
Na co dzień nie mam odpowiednio dużo czasu, więc zostają sobotnie poranki. Regularnie. Jest fajnie.
A teraz kubek wyśmienitej kawy z gigantyczną pianką.
Potem biorę się za pracę - sprzątania ciąg dalszy.
Jakiś syndrom gniazda mi się włączył, czy co?

piątek, 15 listopada 2013

O wszystkim i o niczym

Nie mogę spać.
A potem kosmetyczka musi naprawiać szkody. Jeszcze się udaje, ale... trzeba będzie pójść nieco dalej. W zasadzie to byłam zdecydowana, ale M. mnie "pocieszyła", że sam zastrzyk może nie dać dobrego efektu, i chyba trzeba będzie trochę wypełnić. No to muszę się jeszcze raz przespać z tematem. Czego się jednak nie robi dla siebie i urody, żeby zatrzymać/cofnąć czas. Ale skoro można to czemu nie korzystać?
Nie mam czasu na wstępnie umówioną kawę :-( Most prawie zamknięty, korki, nigdzie nie można zdążyć. A zaraz zacznę się zastanawiać, czy mi się chce. I w końcu się nie przekonam,  czy w ogóle było warto. Może na szybko w Starbucks? Mają nowe świąteczne smaki.
Laura zażyczyła sobie lalkę w ciąży! Kontynuacja tematów damsko-męskich. Znalazłam i zamówiłam. W nagrodę, że pięknie ćwiczy na rehabilitacji.

15 listopada, + 2,5st. C

Przyzwyczaiłam się do niższych temperatur w tym roku. W ogóle mi nie przeszkadzają - w przeciwieństwie do zbędnej garderoby, do założenia której zmusi mnie zapewne pierwszy opad śniegu, bo temperatura w okolicach 0 st. C raczej nie.

Za niecały tydzień Beaujolais Nouveau 2013.
Ciekawa jestem smaku. No i zawsze zachwycają mnie kolorowe etykiety.


Wypadałoby też postarać się o odpowiednie towarzystwo na tę okazję... oczywiście biorąc poprawkę na to, że po młodym winie ewidentnie dostaję regularnej głupawki ;-)

poniedziałek, 11 listopada 2013

Zimno

Niepokój w sercu, przyspieszone bicie - jakby miało wyskoczyć.
Wewnętrzny chłód - dreszcze, których nie można opanować.
Nie jestem chora...
 

Bez tytułu

Wysiłek fizyczny jest dobry na wszystko.
A na niemyślenie szczególnie.
Nie przypuszczałam, że tyle można zrobić w dwa dni.
Można. Czyste okna. Błyszczące podłogi.  Zostały dosłownie drobiazgi do ogarnięcia.
Wyrzuciłam dwa worki butów, wielkie. Nie wiem ile to było par? Już mi niepotrzebne, mam drugie tyle.
Spakowałam niewielką paczkę, kilka rzeczy dosłownie... i schowałam na dno szafy... załatwię to innym razem, teraz to jeszcze ponad moje siły...
Mieszkanie pachnie czystością i wanilią.
Kolejny wieczór przy świecach i winie. Zmęczona.
Zbyt zmęczona na wspomnienia... to dobrze.

 
 

niedziela, 10 listopada 2013

Mrrr...

Półmrok.
Ciepłe światło kilku świec i delikatny, ale dość wyraźny ich cytrusowy zapach.
Kanapa w kolorze ecu.
Białe róże w wazonie. Butelka różowego wina.
Paznokcie pomalowałam dziś na czerwono...

sobota, 9 listopada 2013

n-ty raz

Nie wiedziałam, że można umierać na raty.
Można.
Myślisz, że to już, że jesteś po drugiej stronie. Nie, nic z tego. Jeszcze raz, i jeszcze raz, i kolejny...
Za dużo alkoholu.
Za dużo papierosów.
Zbyt duża prędkość.
Zbyt głośna muzyka.
Wyrzuty sumienia... jedno nieodebrane połączenie.

Dwie rzeczy, dwie sfery życia. Zbyt kruche, aby budować na nich cokolwiek. Zbyt słabe, aby stanowić fundamenty. Myślenie, że jest inaczej jest chore.
Ale... mam tylko to.
Wiarę, że to bezsporne atuty, i świadomość tego, że czas mi je kiedyś odbierze.

piątek, 8 listopada 2013

Tylko z ...

... kronikarskiego obowiązku.
8 listopada, + 10 st. C

... bo myślami jestem zupełnie gdzieś indziej...
Tak niewiele potrzeba, by zburzyć względny spokój. Chwila, kilka słów i.... przeszłość podana pod nos, na talerzu.
... bo mam dość: odejść, rozstań, niedomówień, przemilczanych spraw, niewyjaśnionych sytuacji, niewypowiedzianych myśli, bałaganu w głowie, w życiu... siebie, wszystkiego.
Jedna myśl: uciekać, daleko, od przeszłości, od siebie też.
Wyjechać do Indii (na przykład) albo na wyspę (dokładnie tę wyspę). Koniecznie bez dostępu do internetu, z najprostszym telefonem - chociaż i to mogłoby być zbyt niebezpieczne.
Odpowiedzialność, i świadomość, że od siebie uciec się nie da. Przerażająca.
Dziś chciałabym urodzić się jeszcze raz, żyć od nowa, z czystą kartą, nie widzieć, nie wiedzieć i nie pamiętać... a przede wszystkim nie czuć...
Totalny zjazd psychiczny - dzięki.

wtorek, 5 listopada 2013

Podsumowanie

Przez te 10 lat*:
  • zaczęłam i skończyłam studia
  • poznałam kilku fajnych ludzi, i to bardzo mnie cieszy
  • straciłam przyjaciółkę - przez głupotę
  • kupiłam i wyremontowałam mieszkanie
  • kupiłam 2 samochody
  • tzn. że ogarnęłam się finansowo - choć sama nie wiem jak mi się to udało???
  • urodziłam dziecko (a to niespodzianka :-)
  • wydałam małą fortunę na paznokcie
  • przeżyłam cztery operacje oka, i jest OK
  • dowiedziałam się o sobie o wiele więcej niż przez poprzednie 30 lat (Piotr, dzięki, bez Ciebie byłabym kimś zupełnie innym)
  • nie straciłam wiary w to, że mogę bardzo dużo - choć na pewne sprawy nie mam żadnego wpływu
  • zrobiłam sobie rok przerwy w pracy
  • kupiłam kilkadziesiąt par butów
  • walczyłam z uzależnieniem... od internetu (ze zmiennym skutkiem)
  • dałam komuś nadzieję na uczucie, a potem szybko zmieniłam zdanie
  • nie potrafiłam podjąć pewnej ważnej decyzji - choć wiem, że powinnam - ta sprawa ciągnie mnie w dół silniej niż grawitacja
  • zrozumiałam, że do szczęścia potrzebuję pełnej harmonii i przestrzeni
  • uzmysłowiłam sobie, że czasem nie trzymam na wodzy emocji (choć powinnam), a wtedy rozumowi mówię: bye, bye
  • zrobiłam kilka BARDZO GŁUPICH RZECZY, a jeszcze głupsze miałam w planach... na szczęście opamiętałam się w samą porę
  • odbyłam kilka fajnych podróży i znalazłam miejsca, do których naprawdę chce mi się wracać
  • zawodowo chyba poległam
  • nie zmieniłam pewnych poglądów, czyli nie wyciągnęłam wniosków z tego, co się działo - wszystko albo nic - mogę powiedzieć, że stać mnie na małe kompromisy
  • miałam kilka chwil, w których byłam TOTALNIE SZCZĘŚLIWA
  • wypiłam dużo wina
  • wypaliłam.... tonę świec i dużo papierosów ;-)
  • zaprosiłam Cię do swojego życia... zaufałam i pozwoliłam podejść tak blisko, jak nikomu wcześniej... i jak nigdy wcześniej życie (?) koncertowo zagrało mi na nosie
JESTEM na uczuciowej pustyni, choć na brak emocji narzekać nie mogę...

*/ kolejność prawie przypadkowa

Urodziny

Bloguję równo 10 lat.
Szmat czasu. Kawał życia.
Dobro i zło.
Sukcesy i porażki, o których trudno zapomnieć.
Tajemnice schowane w sieci...
***
Styczniowa impreza urodzinowa bliźniaczek podobno na 40 osób!!!
To chyba zamiast wesela???

poniedziałek, 4 listopada 2013

O weekendzie

Czwartek
Jak co roku dobra zabawa z dynią :-)

 Świecimy co wieczór na balkonie. Fajnie wygląda.

Poza tym... nie mogłam się oprzeć.


CATWALK. Kiedyś już miałam na nie chęć, ale kosztowały trochę, a wygodne są średnio więc odpuściłam. A teraz trafiłam na taką przecenę, że kupić musiałam :-) Fajnie wyglądają.
Przy okazji przypomniało mi się, że gdzieś w szafie mam satynowe różowe szpilki w jakiś śmieszny wzorek (nowe!!!). Muszę poszukać, bo na wiosnę będą jak znalazł.

Reszta weekendu rodzinno-towarzyska.
Piątek spokojny. Choć w związku z posiadaniem dziecka bardzo żywego o jakimkolwiek skupieniu ciężko w ogóle mówić. Trzeba mieć oczy dookoła głowy i być w ciągłej gotowości, ale pocieszam się, że z wiekiem to minie ;-)
Co roku na jednym z warszawskich cmentarzy odwiedzam grób mojej niani z wczesnego dzieciństwa. Rzadko ktoś tam zagląda, ja sama znalazłam go dopiero kilka lat temu.
Bardzo ciepłe wspomnienia, choć zupełnie szczątkowe - więcej wiem z opowiadań rodziny.
W sobotę popołudniu impreza urodzinowa naszych gości z Londynu. Dla Laury okazja do szaleństwa na sali zabaw ze swoim towarzystwem. Nie muszę wspominać, że nie mogliśmy stamtąd wyjść, i z dwóch godzin zrobiło się pięć. Plus głowa mokra jak po prysznicu.
Ja miałam okazję spotkać się na kawie ze znajomymi z czasów licealnych. Tak się składa, że spotykamy się od czasu do czasu zwykle kiedy Anka przyjeżdża do Polski, przy takich właśnie okazjach, no i na wakacjach we Władysławowie. Fajne to jest. Zawsze coś więcej niż Facebook.
Nie wiem jak to się dzieje, ale mam wrażenie, że jakoś specjalnie się nie zmieniamy. No może poza małymi wyjątkami. Generalnie raczej na plus.
Niedziela już zupełnie luźna. Pogoda w miarę dopisała, więc spontaniczny wypad za miasto. Las, spacer, spotkanie ze znajomymi.
Jednak moje samopoczucie określiłabym jako "lekkie rozdrażnienie" - pewne rzeczy czuję przez skórę, czy może hormony, albo podświadomość płata figle (widocznie nie było to nic ważnego).
Relacji foto nie będzie. Chyba muszę kupić nowy aparat fotograficzny - Nikon czasem odmawia posłuszeństwa, a jakość tych zdjęć jak dla mnie nie jest zadawalająca. A może to ja powinnam być bardziej cierpliwa i mniej szybka? :-) Jednak mam ochotę na zmianę, Nikona mam już drugiego i znów mi nie leży. Może Olympus?

A za tydzień znów długi weekend :-) Myślę o jakimś wyjeździe, ale z drugiej strony mam świadomość, że nie mam kiedy generalnie sprzątnąć mieszkania.... no to mam dylemat.
Kusi mnie taki Kazimierz Dolny na przykład, albo morze, albo.... w sumie mogę jechać nawet 400 km. Dobra, przyjrzę się prognozie pogody na początek.

04 listopada, + 7 st. C... ciepło jest, więc.... :-))

niedziela, 3 listopada 2013

Telefon

Trochę byłam zaskoczona.
Zaproszenie na imprezę urodzinową. Lekkie zdziwienie, bo straciłam rachubę.
To już? 40-tka blizniaczek. A myślałam, że mają po trzydzieści kilka...
Jest okazja, jest impreza.
4 stycznia, jakaś knajpa na Nowodworach, nie wiem która dokładnie, ale gdzieś blisko nas.
Mała czarna, szpilki i kurtka z piór marabuta - jak znalał!
No to się zabawimy. Karnawał w końcu. I super okazja, żeby spotkać tylu znajomych.

Bla bla ble ble

Miałam dziś wyjąć laptopa i coś napisać, ale sił zabrakło.
Skończyło się z tabletem w łóżku. Akurat pisać na nim nie znoszę, choć w sumie bywa, że ulegam. Kupiłam go przed wakacjami, obiecałam Laurze jako rozrywkę na podróż. Choć w zasadzie nie ja.... no ale kupić musiałam. Obietnic się dotrzymuje, tak?
Padło na samsung galaxy tab 2 7.0 z wbudowanym modemem 3G. Na początku mnie wkurzał, po tygodniu miałam ochotę go zwrócić, ale dziecko protestowało. Na wakacjach się przydał, nawet go polubiłam. I chyba kupię drugi, bo czasem mamy z córką  małe spięcia ;-)
No dobrze, czyli relacja z weekendu + foty w poniedziałek, bo cierpliwości brak i oczu jednak szkoda. O godzinie nie wspominając. Dobranoc.

czwartek, 31 października 2013

"Żeby bliżej Ciebie być..."

Nie chcę zapomnieć jak to jest stawać na palcach, żeby być bliżej, żeby dosięgnąć, dorównać, dogonić, złapać... swój ideał, mistrza, guru.
Nie dosłownie, ale w przenośni, w takim bardzo, bardzo, bardzo pozytywnym znaczeniu.
Zaryzykuję stwierdzenie, że bez tego dla mnie miłość nie jest pełna.
Że musi być fascynacja, akceptacja, chęć bycia lepszym, chęć zmieniania się na lepsze, chęć rozwoju... stawanie na palcach właśnie.
Ja chyba inaczej nie potrafię.
Pociągają mnie silne cechy osobowości, i władza, mądrość, inteligencja - MÓZG jednym słowem... w odpowiednim opakowaniu ;-)
Co oczywiście nie wyklucza mojej akceptacji współistnienia cech zupełnie przeciwnych, takich które mnie rozczulają.
Tak mi się luźno skojarzyło: "niebo, ziemia ja i ty, na świata dwóch krańcach, żeby bliżej ciebie być stawałam na palcach".
Myślę, że warto te palce nawet czasem połamać.

31 października; + 5 st. C


Dla niedowiarków ;<

Cukierek albo psikus ;-)

 Diabliczka...
... z czerwoną dupką ;-)

środa, 30 października 2013

Pisząc to poniżej....

wcale nie miałam na myśli seksu, ale... skoro już przy tym jestem, to myślę, że akurat w temacie seksu nic sobie obiecywać nie powinnam.
A już "amen" przez gardło raczej mi nie przejdzie.
Brakuje, brakuje jak cholera.
Do tego stopnia, że przez myśl mi przemknęło, aby wystukać na klawiaturze telefonu numer tego, który nazywał mnie "bella". Mam, nie wykasowałam. Można uznać, że mi odwala.
Jednak coś mnie powstrzymuje.
Choć sama na to wpadłam, i dostałam dobrą radę, od osoby bardzo życzliwej: znajdź sobie faceta tylko do łóżka, pomoże,  przynajmniej na jakiś czas, to raczej jednak nie.
Jakiś czas temu, dość dawno, kiedy.... no właśnie, kiedy co?... nabrałam przekonania, że seks bez uczucia nie ma sensu, nie jest fajny i rodzi (we mnie) frustrację.
Wtedy myślałam o uczuciu poważnym, prawdziwym, wzajemnym...
Tak czułam, bo myślałam, że dogoniłam własne marzenia...
I mimo, że życie brutalnie ściągnęło mnie na ziemię zdania nie zmieniłam.
Dziś, na potrzeby obecnej sytuacji, może wystarczyłoby "niewielkie zaangażowanie emocjonalne", ale i to wydaje mi się zbyt niebezpieczne, inna sprawa czy w ogóle osiągalne?? A poza tym "tylko do łóżka" mi się z tym kłóci.
Chyba zbyt dużo wiem w tym temacie - zarówno seksu jak i poszukiwań - żeby świadomie pakować się w kłopoty n-ty raz.

Kusi mnie, ale...

obiecałam sobie, że:
> nie
> żeby miało mnie skręcić to nie
> już nigdy więcej "tak bez powodu"
Amen

wtorek, 29 października 2013

Pierwszy balet...

za nami...
Ależ się uśmiałam. W konspiracji. Bo głośno oczywiście pochwaliłam.
Laurę czeka dużo pracy, nad postawą głównie. Ale chęci są, entuzjazm też, więc nie powinno być źle. Wykupiłam jej karnet na miesiąc na razie.
A dla siebie też znalazłam fajny fitness. Obok domu w zasadzie, więc chyba grzechem byłoby nie skorzystać. Tym bardziej, że oferta jest bogata (TMT, TBC, pilates, zumba, "płaski brzuch", siłownia), do tego 7 dni w tygodniu od rana do 22.00). Muszę pójść i zobaczyć, jak prowadzone są zajęcia.

A`propos tego naszyjnika z posta poniżej, to małe skojarzenie... śmiać mi się chce... to nie jest kuguar ;-)

poniedziałek, 28 października 2013

Nałogi

Kawę uwielbiam. Piję dużo. A ostatnio to są chyba hektolitry.
Zastanawiam się, ile paczek papierosów wypaliłam przez ostatni miesiąc?
Nie, nałogowcem nie jestem. Zwykle palę, bo mam ochotę i sprawia mi to przyjemność. Przy kawie, raz na jakiś czas. Paczka na miesiąc.
Ale ostatnio mnie nosi, więc trochę straciłam rachubę...

Mój "talizman".

Nie rozstaję się z nim ostatnio.
Są chwile, kiedy (jednak, mimo wszystko) wariuję...

Tak a`propos weekendu jeszcze...

Pogoda po prostu super. Temperatura optymalna. I słońce.
W sumie to tak mogłoby do kwietnia. A potem już lato. Mogłabym nawet zrezygnować z zimowego wyjazdu w góry ;-)

 
 
 
 Generalnie weekend spokojny, relaksujący, bez ekscesów jak tydzień temu ;-)
A efekt uboczny...
 
Dziecko zachwycone :-)!
Dynia na Halloween jeszcze nie powstała - jakoś czasu zabrakło. Ale wszystko przygotowane, więc na pewno będzie i zostanie tu zaprezentowana.
 
Dobrze, że ten tydzień krótszy o jeden dzień, bo znów zapowiada się dość intensywnie.
Dziś pierwszy balet. Ciekawa jestem jak pójdzie?
Poza tym jedna dość poważna sprawa wisi mi nad głową, trochę biegania, załatwiania, papierów, a niestety nie wszystko jest jak być powinno (choć byłam przekonana, że w tym przypadku wszystko powinno być w jak najlepszym porządku i obyć się bez żadnej wpadki, ale jednak...) - nic to, na szczęście mam wszystko pod kontrolą, choć na limicie to czasowo też dam radę. Czasem trzeba udać słodką idiotkę, a czasem kogoś "poczarować" - ważne żeby osiągnąć cel. Pewnych rzeczy nie przeskoczę, bo przepisy, ustawy, terminy, ale to co wymaga tylko "dobrej woli urzędnika" można przyspieszyć.
Poza tym mamy gości z Londynu - dzieciaki zachwycone, że mogą się w końcu spotkać, a jeszcze w sobotę imprezka dla nich. Pełnia szczęścia. Ja będę mogła w końcu nagadać się ze swoją przyjaciółką - nie widziałyśmy się chyba rok, a telefony, maile i smsy to jednak nie to samo.
 

niedziela, 27 października 2013

Sportowo

Pod tym względem weekend bardzo satysfakcjonujący. Brawa dla mistrzów. Czwarte mistrzostwo dla Vettela to nie jest przypadek. No i wielki szacun dla Roberta. Teraz WRC? :-)
Pierwszy raz od długiego czasu miałam szansę obejrzeć spokojnie wyścig. Brakowało mi tego, nie wiedziałam nawet  jak bardzo. A tu taka niespodzianka. Piękna pogoda, ciepło, dziecko na dworze zajęte ze swoimi rówieśnikami, a ja 2 godziny świętego spokoju, w dobrym towarzystwie nie tylko F1 ;-)
O reszcie może jutro. Oglądam Nikifora.

piątek, 25 października 2013

Przygotowana na jesień

Jako wielbicielka lata mentalnie nie za bardzo.
Ale poza tym to tak. Na brązowo w tym roku. I LASOCKI.


Plus dżinsy o klasycznym prostym kroju w rozm. 38 - co z lekka mnie zdziwiło, ale po przemyśleniu sprawy doszłam do wniosku, że to jeden z plusów całego tego zamieszania (głupie słowo, ale jak to nazwać w ogóle???) w ostatnich kilku tygodniach. Poluję jeszcze na kurtkę zimową w kolorze czekolady. Mam długą, grubą, z pięknym kapturem i bardzo przytulną, ale czarną... a właśnie mam ochotę na ciepły brąz.
Na razie jednak pogoda rozpieszcza więc rzeczy leżakują w szafie, a ja?... bose stopy. Jest 24 października. 15 st. C.

Weekend zapowiada się... dyniowo oczywiście :-)
Po pierwsze mamy konkurs w przedszkolu na "Jesienne cudaki" - to ma być coś z darów jesieni. Wykorzystamy dynie i coś jeszcze - na razie nie do końca wiem co.
Po drugie dynie na Halloween. Nie za bardzo lubię się paprać w tym miąższu, ale robimy to co roku - taka już tradycja.
Wiem, wiem, obca, pogańska, amerykańska, rodem z piekła i pomysł szatana. Szczerze? Mam to gdzieś. Dla nas to świetna zabawa i widok miły dla oka.
Po trzecie - to znów uciekamy z Warszawy :-) Trzeba wykorzystać łaskawą aurę, wolny czas i dobre towarzystwo...
Żałuję tylko, że tak trudno uciec od własnych myśli - że też nie można ich posłać w kosmos.

czwartek, 24 października 2013

Nie wiedziałam....

że mam taaaakiego sąsiada!
Normalnie cicho. Mniam.
Jeden pozytyw, jaki wynika z remontu balkonów... zawieranie znajomości w windzie ;-)

wtorek, 22 października 2013

Za tydzień

idziemy na pierwsze zajęcia z baletu. Wczoraj dostałam wiadomość, że zwolniło się miejsce w grupie wiekowej Laury.
A więc zaczynamy pracę nad prostą postawą i pięknym chodem, bo do tej pory moje "prostuj nogi w kolanach jak idziesz" nie przynosi żadnych efektów. Złe nawyki wchodzą w krew, a za kilkanaście lat będzie miała do mnie pretensje, że nie umie ładnie chodzić w szpilkach ;-)
Co prawda mi to przyszło zupełnie naturalnie - po prostu kiedyś tam założyłam buty na obcasach i od tamtej pory żadne centymetry mnie nie przerażają, raczej kieruję się zdrowym rozsądkiem, który kończy się gdzieś ok. 10 cm.
Nie każdy jednak ma tak dobrze. Laura niestety będzie musiała trochę popracować, ale ponieważ to dziewczyna to nie ma innej opcji - nie mogę jej odpuścić.
Tak że mamy balet, od 12 XI zaczynamy zajęcia rehabilitacyjne w poradni ortopedycznej, a do tego jeszcze gimnastyka korekcyjna i ogólnorozwojowe zajęcia ruchowe w przedszkolu. Trochę tego jest. Przydałby się jeszcze basen, ale to może bardziej wiosną.

A poza tym zapowiada się dość intensywny tydzień. Mam tyle rzeczy do załatwienia, do ogarnięcia, że nie bardzo wiem jak się wyrobię i jak pogodzić to z pracą, którą (nie ma co ukrywać) ostatnio z lekka traktowałam po macoszemu. A jeszcze ten ciągnący się remont balkonów, przez który nie mogę doprowadzić mieszkania do ładu, usiąść w końcu spokojnie, nadrobić zaległości filmowe, spotkać się z kimś, pogadać w spokoju... powoli wrócić do małej równowagi.
OK, a teraz kubek kawy z mlekiem, różana świeczka na parapecie i trzeba jakoś przebrnąć przez ten stos papierów...to powodzenia ;-)

poniedziałek, 21 października 2013

Sobotnia impreza...

... skończyła się tańcem na stole. Całe szczęście, że tylko tym... ;-)

W sobotę przed południem znalazł się czas na kameralny gabinet kosmetyczny. Moja twarz czuje się dopieszczona, a takich brwi nie miałam chyba nigdy. Efektów nie zniszczyły nawet wieczorne, dość wątpliwe, szaleństwa ani pokaźna ilość wina.
Po weekendzie mam humor jak marzenie.


Może za tydzień zorganizujemy imprezkę Halloween? Dynie na razie w rozmiarze XXS ;-)


21 października - gołe stopy królują ;-) Jest 14 st. C.

piątek, 18 października 2013

Impreza urodzinowa 13.10.2013

Byłą świetna! Naprawdę udana. Laura zachwycona.
Goście przybyli w komplecie - zresztą nie było innej opcji. Kto by nie przyszedł na imprezę, o której wiedziało całe przedszkole ;-)
Prezentów dosłownie stos. Królowało Monster High. Puzzle, lalki, ubranka, naklejki, parasolka, ręcznik, pamiętniki i sama nie wiem co jeszcze. Poza tym Wróżki Wings. Do tego ukochane LEGO Friends tym razem w wersji "szkoła". A w ogóle to zaczęłam się już gubić w tym wszystkim. Zatrzymałam się na MH i Barbie, reszty nie ogarniam.



Wiem, że wiele osób uzna pewnie, że przyjęcie dla 5-latków to jest lekkie przegięcie i pomyśli, że rozpuszczam panienkę i "hoduję" celebrytkę, ale widok szczęśliwego dzieciaka, któremu właśnie spełniają się marzenia jest bezcenny.

Na weekend chyba uciekamy za miasto. Mały reset się przyda - na ile dzieciaki pozwolą. Nie zawsze trzeba rozkręcać szaloną imprezę - chociaż nigdy nic nie wiadomo - czasem wystarczy kominek, przepastna kanapa i kilka butelek wina...
No i dynie czas zorganizować przy okazji. W końcu Halloween niedługo :-)